Wrocławska koszykówka dawno nie widziała ruchu tak głośnego i tak nieoczywistego. Adam Wójcik założył koszulkę drugoligowego WKK, a chwilę później ten sam projekt zaczął prowadzić do reaktywacji Śląska Wrocław. Tak narodziła się historia, w której ambitny plan, wielkie nazwisko i lokalna polityka splotły się w jedno.
W 2010 roku szeregi drugoligowej ekipy WKK zasilił jeden z najlepszych polskich koszykarzy w historii oraz legenda wrocławskiego basketu – Adam Wójcik. Jak tłumaczy dzisiejszy kapitan I-ligowego zespołu z ulicy Czajczej – Jakub Koelner:
Po pierwszym sezonie na parkietach II ligi chcieliśmy zrobić kolejny krok do przodu. Stąd wziął się pomysł ściągnięcia Adama Wójcika, który powoli kończył karierę i chciał wrócić do Wrocławia. Mieliśmy plan zakładający że zrobimy awans z II do I ligi i następnie do ekstraklasy. Dodatkową zachętą był fakt, że jego synowie, Jan i Szymon, zaczynali swoją przygodę z koszykówką i trenowali w WKK.
W środowisku koszykarskim przyjście Wójcika do WKK było czymś szokującym. Wójcik, choć znajdował się już u schyłku kariery, pozostawał nazwiskiem o ogromnej renomie. Jego pojawienie się w drugoligowym klubie odbiło się szerokim echem i natychmiast przyciągnęło uwagę nie tylko lokalnych kibiców, ale też całej koszykarskiej Polski. Jak wspomina trener Tomasz Niedbalski:
Pamiętam, że w tamtych czasach codziennie czytałem gazety sportowe. Otwieram gazetę, patrzę, a tam nagłówek „Adam Wójcik w WKK”. Byłem w szoku. To tak jakby dzisiaj Mateusz Ponitka podpisał kontrakt z drugoligową Stalą Ostrów Wielkopolski.
Ściągnięcie legendarnego “Oławy” było czymś więcej niż czysto sportowe wzmocnienie, co podkreśla prezes klubu – Przemysław Koelner:
Do drużyny dołączył bardzo doświadczony zawodnik, gotowy na bycie mentorem dla naszej młodzieży rozpoczynającej grę w seniorskiej koszykówce. Ponadto, jego postać miała też ogromną wartość marketingową, co dla rozwijającej się organizacji miało ogromne znaczenie.
Efekty były widoczne natychmiastowo. Hala przy ulicy Chełmońskiego 43, dobrze znana wrocławskim sympatykom basketu, nagle zaczęła przeżywać oblężenie. Dla wielu kibiców była to niepowtarzalna okazja, by ponownie zobaczyć w akcji zawodnika, który przez lata stanowił symbol wielkiej koszykówki we Wrocławiu. Jak dodaje Kuba Koelner:
Pamiętam, że na kilku pierwszych meczach hala przy ulicy Chełmońskiego 43 pękała w szwach. Ludzie po prostu chcieli zobaczyć Adama w akcji.
149-krotny reprezentant Polski bardzo szybko odnalazł się nie tylko na parkiecie, ale i w szatni WKK, w której dominowali znacznie młodsi zawodnicy. Według Kuby Koelnera pomimo imponującego dorobku nie tworzył wokół siebie dystansu, nie próbował też odgrywać roli niedostępnej gwiazdy. Wręcz przeciwnie, z miejsca stał się częścią zespołu, wnosząc do niego luz i poczucie humoru.
Adam cały czas sobie z nami żartował i widać było po nim ogromny luz. Pamiętam taką sytuację, że przed jednym ze spotkań Adam schował buty Jasiowi Grzelińskiemu. Grzelu nie był w stanie ich znaleźć i przez to, że to była zima to na rozgrzewkę wybiegł w traperach. Dopiero w trakcie prezentacji Adam powiedział Jankowi gdzie są jego buty.
Na początku sezonu WKK radziło sobie bardzo dobrze w rywalizacji ligowej, a Wójcik notował średnio 18 punktów na mecz. W grudniu 2010 roku „Wójo” doznał jednak pierwszej poważnej kontuzji w karierze – zerwał więzadła w kolanie.
Wszyscy myśleli, że Adam z uwagi na kontuzję odwiesi buty na kołek i już nie wróci do grania, ale po zakończeniu sezonu pojawiła się szansa na wykupienie dzikiej karty do gry w ekstraklasie.
W tym momencie sport zaczął splatać się z dużo szerszym kontekstem. Koszykarski Śląsk Wrocław, jeden z najbardziej zasłużonych klubów w historii polskiej koszykówki, od kilku lat nie istniał już na ligowej mapie kraju. Z różnych względów, także tych o politycznym zabarwieniu, wielka marka zniknęła z ekstraklasowych parkietów. Jednocześnie do Wrocławia zbliżało się piłkarskie Euro 2012, a dla władz miasta sport stawał się jednym z narzędzi promocji. W tym właśnie klimacie narodził się pomysł, by spróbować wskrzesić Śląsk we współpracy z WKK. Ważną rolę w całym procesie odegrała Krystyna Wójcik, żona Adama:
Krystyna zaproponowała żeby podjąć próbę wskrzeszenia WKS-u we współpracy z nami. Z naszej perspektywy to była szansa nie tylko żeby reaktywować koszykarskie tradycje Wrocławia, ale również domknąć piramidę szkoleniową dla młodzieży trenującej w WKK i Śląsku. Poszliśmy z tym do pana Janusza Pilcha, który do dzisiaj jest dysponentem praw do herbu i barw Śląska. Po negocjacjach, w których brał też udział prezydent Dutkiewicz, została podjęta decyzja, że WKK zajmie się ekstraklasową drużyną Śląska. – wspomina Przemysław Koelner.
Powrót ekstraklasowej koszykówki do stolicy Dolnego Śląska był też impulsem mobilizującym dla Adama Wójcika, który pomimo odniesienia poważnej kontuzji miał jeszcze coś do załatwienia w rodzimej lidze.
Adamowi brakowało niewiele do przebicia bariery 10 tysięcy punktów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Był zmotywowany, przeszedł rehabilitację i wrócił do gry. Kontuzja nie zabrała mu niesamowitych umiejętności, które pozwoliły mu dalej rywalizować na wysokim poziomie.
7 marca 2012 roku, w meczu przeciwko PGB Basket Poznań, Adam Wójcik przekroczył barierę 10 tysięcy punktów w ekstraklasie i tym samym ugruntował swoją legendę na polskich parkietach. Dla Śląska nie był to jednak jedynie symboliczny sezon. Podopieczni trenera Miodraga Rajkovicia nie odstawali sportowo i zakończyli rundę zasadniczą na 7. miejscu w tabeli, co dało im awans do fazy playoff. W pierwszej rundzie zmierzyli się z bardzo silnym Treflem Sopot, który zwyciężył w serii 3:2. Jednocześnie nie zapominano o głównej misji WKK – szkoleniu młodzieży, co podkreśla Kuba Koelner:
W ekstraklasie graliśmy pod banderą Śląska Wrocław. Grałem tam ja, Piotrek Niedźwiedzki, Janek Grzeliński i wychowankowie Śląska – Jarek Zyskowski oraz Kacper Sęk. Jednocześnie w miarę naszych możliwości graliśmy też w II lidze pod szyldem WKK Wrocław.
Jak się później okazało, był to jednak pierwszy i zarazem ostatni sezon tego reaktywowanego Śląska na parkietach ekstraklasy. Wkrótce wokół klubu zaczęło narastać zamieszanie organizacyjne i wizerunkowe.
W pewnym momencie powstała druga drużyna Śląska, która miała rozpocząć marsz z II ligi do ekstraklasy. To spowodowało bardzo dużą burzę medialną, w której zespół pod naszym zarządem był opisywany jako podróbka WKS-u, „farbowane lisy” czy „WKS z wąsem”. – mówi Przemysław Koelner.
Organizacyjny chaos i skonfundowanie nie były jednak oficjalnym powodem wycofania zespołu zarządzanego przez WKK z rozgrywek ekstraklasowych. Jak wyjaśnia Kuba Koelner:
Normalnie przygotowywaliśmy się do rozpoczęcia kolejnego sezonu. Do zespołu dołączali zawodnicy, którzy mieli być fundamentem drużyny na kolejny rok rozgrywek. Mam nieodparte wrażenie, że władze ligi otrzymały odgórne polecenie, żeby nas nie dopuścić do dalszej gry. Bardzo dużo zespołów miało wówczas problemy natury finansowej, a my mieliśmy w tej kwestii czyste konto. Pretekstem do niewydania nam licencji stała się mało znacząca kwestia administracyjna. Niestety odwołanie nie przyniosło żadnego przełomu.
W starciu z różnymi układami natury polityczno-finansowej WKK nie miało szans na odbicie piłeczki. Zarząd klubu bardzo szybko podjął decyzję o tym co robić dalej.
Pamiętam, że jadłem rosół u moich rodziców, którzy mieszkają w Bytomiu. Nagle dostałem telefon od prezesa Przemysława z informacją, że muszę za dwie godziny być na spotkaniu w siedzibie klubu. Po dotarciu na miejsce jednomyślnie została podjęta decyzja o tym, że skupiamy się na zespole II-ligowym i sportowym awansie do I ligi.
A o tym czy droga WKK na zaplecze koszykarskiej ekstraklasy zakończyła się sukcesem przeczytasz w następnym odcinku serii WKK 2006-2026 na łamach Słowa Sportowego.