Po jednym sezonie “WKS-u z wąsem” na ekstraklasowych parkietach klub zarządzany przez Przemysława Koelnera nie otrzymał licencji na dalszą grę na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Zarząd WKK zdecydował się na skupienie sił na II-ligowym zespole i sportowym awansie do I ligi.

W sezonie  2012/2013 realia ligowe w Polsce różniły się od tych, które możemy obserwować obecnie. Jak wspomina ówczesny zawodnik WKK, a dzisiaj dyrektor sportowy Śląska Wrocław – Aleksander Leńczuk:

To był jeden z ostatnich sezonów przed rozszerzeniem koszykarskiej ekstraklasy. Poziom na niższych szczeblach rozgrywkowych był o wiele wyższy niż dzisiaj. Muszę przyznać, że aby podjąć walkę o najwyższe cele w II lidze potrzebny był bardzo mocny skład. 

WKK postanowiło kontynuować dobrze znany sobie schemat – połączenie młodych i utalentowanych zawodników z koszykarzami, którzy mogli pochwalić się rozbudowanymi CV w seniorskiej koszykówce. 

Niewątpliwie liderem na boisku był Bartosz Diduszko, który był fundamentem naszego zespołu. Nie można jednak zapomnieć o Mirosławie Łopatce, który przekazywał nam swoje doświadczenie i dbał o dobrą atmosferę w zespole. Byli też Tomasz Nowakowski, Mateusz Płatek, Artur Grygiel, czy Bartek Bochno, także wiodących postaci było kilka. Uważam, że to połączenie doświadczenia i młodości wyszło znakomicie. – dodaje Leńczuk

Z opinią o idealnym balansie w drużynie WKK zgadza się również Bartosz Diduszko:

Miks młodzieży i bardziej doświadczonych zawodników funkcjonował idealnie. Pomimo różnic w wieku tworzyliśmy bardzo zgraną drużynę, co pozwalało nam wszystkim stawać się lepszymi koszykarzami i walczyć o wysokie cele.

Pierwsze mecze nie napawały jednak optymizmem. Jednakże zespół z Wrocławia ostatecznie zajął drugie miejsce w lidze zaraz za zespołem AZS AWF Katowice. W pierwszej rundzie playoffów WKK wygrało 2:0 z KKS Mickiewicz-Romus Katowice, a następnie w trzech spotkaniach rozprawiło się z Pogonią Prudnik. W finałach podopiecznych trenera Pawła Turkiewicz czekało starcie z zespołem AZS AWF Katowice, które tak wspomina dzisiejszy kapitan I-ligowego WKK – Jakub Koelner:

W serii finałowej po raz pierwszy nie mieliśmy przewagi własnego parkietu. Wówczas do wygranej w finałach potrzebne były dwa zwycięstwa. W pierwszym meczu ponieśliśmy porażkę i w drugim spotkaniu przegrywaliśmy, ale z gry wypadł Marcin Ecka – lider naszych rywali. To sprawiło, że drużyna z Katowic straciła swoje momentum i udało nam się doprowadzić do meczu nr.3. 

W decydującym starciu lepsi okazali się zawodnicy WKK, ale, jak dodaje Koelner, walka o awans była dla nich nie lada wyzwaniem. 

Rywalizacja z Katowicami była bardzo wymagająca i mogła zakończyć się na naszą niekorzyść, ale daliśmy radę. 

Napięcie i niepewność można było odczuć nie tylko na boisku, co podkreśla prezes klubu z ulicy Czajczej – Przemysław Koelner:

Do dzisiaj pamiętam stres, który towarzyszył mi na trybunach przy okazji meczów finałowych i zdenerwowanie zawodników oraz kibiców z Katowic po meczu nr.3. O wygranej i awansie do I ligi zadecydowały detale. 

Jednocześnie obok gry w II lidze, WKK kontynuowało budowę swojej renomy w koszykówce młodzieżowej. W 2013 roku zawodnicy z rocznika 1993 stanęli przed szansą zakończenia swojej przygody w młodzieżowych mistrzostwach Polski kolejnym złotym medalem.

Finały Mistrzostw Polski U20 odbywały się w Sopocie. Wszyscy przewidywali, że po złoto sięgnie bardzo silnie obsadzone GTK Gdynia, dowodzone przez trenera Rafała Knapa. – wspomina Kuba Koelner

Zespół z Gdyni nie spełnił pokładanych w nim nadziei, a zawodnicy WKK udowodnili, że przedturniejowe przewidywania nie muszą mieć wiele wspólnego z rzeczywistością. W rywalizacji grupowej podopieczni trenera Niedbalskiego pewnie wygrali trzy spotkania i awansowali do najlepszej czwórki.

W pierwszej połowie meczu półfinałowego z Rosą Radom przegrywaliśmy kilkoma punktami, ale udało nam się wygrać trzecią kwartę 25:7 i awansować do finału. W meczu finałowym zagraliśmy z Dąbrową Górniczą, w której grali Jakub Karolak, Grzesiek Grochowski, czy Marcin Piechowicz. Pamiętam, że Jarek Trojan zagrał wtedy znakomity mecz i zdobył 21 punktów. Jego świetna gra pozwoliła nam zbudować przewagę i sięgnąć po złoto. – podsumowuje Jakub Koelner.

Przez cały turniej finałowy kontrolowaliśmy każde ze spotkań i byliśmy w stanie dominować naszych rywali.dodaje trener Tomasz Niedbalski

Dla koszykarzy z Wrocławia była to złota klamra na okresie gry w rozgrywkach młodzieżowych oraz ogromny zastrzyk pewności siebie przy wchodzeniu do seniorskiej koszykówki, o czym mówi Aleksander Leńczuk:

Zwycięstwo w Mistrzostwach Polski U20 było dla mnie niesamowitym przeżyciem i spełnieniem marzeń. Turniej w Sopocie i cały czas spędzony w barwach WKK pomógł mi w zdobyciu dużej pewności siebie w momencie przechodzenia na poziom seniorski.

Młodzi zawodnicy reprezentujący barwy WKK nie mogli narzekać na możliwości zapoznania się z koszykówką na wysokim poziomie. W sezonie 2013/2014 Wrocławianie zadebiutowali na poziomie I ligi. Pomimo statusu beniaminka, WKK cały sezon udowadniało wysoką wartość swojej organizacji. 

Nikt na nas nie stawiał, ale bardzo dobrze weszliśmy w sezon i zakończyliśmy rundę zasadniczą na czwartym miejscu w tabeli. – mówi Bartosz Diduszko

Siła drużyny ze stolicy Dolnego Śląska brała się z dobrze zbudowanego, zgranego składu, co podkreśla Jakub Koelner.

W I lidze graliśmy bardzo podobnym zestawem. Naszą drużynę wzmocnili m.in. brat Bartka Diduszki – Łukasz, Marcin Kolowca, doświadczony Karol Szpyrka czy superstrzelec z Jeleniej Góry – Rafał Niesobski.

Podopieczni trenera Turkiewicza zakończyli rundę zasadniczą na czwartej lokacie w tabeli i w pierwszej rundzie playoffów wygrali z MKS-em Dąbrowa Górnicza. Następnie wyszli zwycięsko z pięciomeczowej batalii ze Startem Lublin i w sensacyjny sposób awansowali do serii finałowej, której stawką był awans do ekstraklasy:

Dochodząc do finału sprawiliśmy sporą niespodziankę. Niestety byliśmy bardzo zmęczeni i zdziesiątkowani serią z zespołem z Lublina. Pomimo że mieliśmy młodych zawodników to trudno było nam utrzymać poziom ze względu na problemy fizyczne. – podsumowuje Jakub Koelner.

W pierwszym spotkaniu zespół z Kutna pokazał pełnię swoich możliwości i zwyciężył 89:56.

Pamiętam, że przez urazy naszych podkoszowych mecz numer dwa dogrywaliśmy z braćmi Diduszko na pozycjach 4 i 5. Na kilka sekund przed końcem przegrywaliśmy jednym punktem. W ostatniej akcji piłka powędrowała do mnie, ale niestety Krzysztof Jakóbczyk bardzo dobrze wyczuł to, że chcę wymusić faul i nie trafiłem layupa. Trzeci mecz również był bardzo wyrównany, ale w ostatniej akcji sędzia dopatrzył się mojego faulu na Mateuszu Bartoszu. Bartosz trafił jeden rzut wolny i Kutno wygrało całą serię. Po tym gwizdku wpadliśmy w furię. Nawet, z reguły spokojny, Janek Grzeliński gonił sędziów do szatni.kontynuuje rzucający wrocławskiego zespołu.

Jak dodaje Bartosz Diduszko:

Z perspektywy czasu muszę przyznać, że w finałach zagraliśmy dwa bardzo dobre mecze, ale drużyna z Kutna była od nas lepsza, co nie dziwi patrząc na to jakich zawodników mieli w rotacji. Niektórzy z nich, jak np. Kuba Garbacz dalej grają w ekstraklasie.

Misja zakładająca awans do ekstraklasy zakończyła się niepowodzeniem, ale nie zmienia to faktu, że sezon spędzony w I lidze należy postrzegać jako bardzo duży sukces biorąc pod uwagę poziom, jaki prezentowały wówczas zespoły na zapleczu ekstraklasy.

Uważam, że spośród wszystkich sezonów I ligi, w jakich miałem okazję grać, w sezonie 2013/2014 poziom był najwyższy. – zauważa Jakub Koelner.

Niestety, pomimo bardzo dobrych wyników, przygoda WKK na pierwszoligowych parkietach potrwała zaledwie rok. Jak mówi prezes klubu – Przemysław Koelner:

Podstawową przyczyną wycofania się z dalszej gry w I lidze były finanse. Ponadto, mieliśmy z tyłu głowy to, że chcemy pozostać klubem skupiającym się na szkoleniu młodzieży, a gra poziom niżej, w II lidze, była do tego znakomitym narzędziem.

W ten sposób sezon 2013/2014 stał się dla WKK jednocześnie spełnieniem i pożegnaniem. Klub otarł się o ekstraklasę, rocznik 1993 zamknął młodzieżowy etap złotem mistrzostw Polski, a najważniejsi zawodnicy ruszyli dalej – już jako koszykarze gotowi na większe wyzwania. Jak wspomina Jakub Koelner:

Po sezonie większość zawodników stanowiących trzon naszego zespołu zmieniła barwy klubowe. Ja podpisałem kontrakt w Dąbrowie Górniczej, Janek Grzeliński wyjechał na uczelnię w Stanach Zjednoczonych, a bracia Diduszko poszli za trenerem Turkiewiczem do Startu Lublin, który wykupił dziką kartę do gry w ekstraklasie.

A o tym, jakie były dalsze losy WKK Wrocław przeczytasz w kolejnym odcinku serii WKK Wrocław 2006-2026.