Srebrny medal mistrzostw świata, starcia z przyszłymi gwiazdami NBA i organizacja turnieju rangi mistrzowskiej we własnym mieście – w latach 2010-2011 WKK Wrocław znalazło się w samym centrum wydarzeń polskiej koszykówki młodzieżowej.
Po zakończeniu sezonu klubowego Daniel Szymkiewicz, Piotr Niedźwiedzki oraz Jakub Koelner zostali powołani przez trenera Jerzego Szambelana do reprezentacji Polski na Mistrzostwa Świata do lat 17 rozgrywanych w niemieckim Hamburgu. Skład biało-czerwonych był złożony z zawodników, którzy do dzisiaj stanowią o sile polskiej koszykówki. Jak objaśnia, asystent Jerzego Szambelana – trener Tomasz Niedbalski:
Rocznik 1993 to był ewenement. Mieliśmy do czynienia z bardzo utalentowaną grupą młodych koszykarzy, którzy wiedzieli, że są w stanie rywalizować z każdym. Mateusz Ponitka, Michał Michalak, Tomek Gielo, Przemek Karnowski, czy trójka chłopaków z WKK do dzisiaj jest w profesjonalnej koszykówce, co nie zdarza się często w jednym roczniku.
Sztab trenerski miał przed sobą bardzo trudne wyzwanie – jak stworzyć zespół z jednostek, które na co dzień są liderami w swoich klubach. Jak podkreśla Tomasz Gielo – dzisiaj kapitan Kinga Szczecin:
Trener Szambelan był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Wydaje mi się, że on nie chciał być tylko naszym trenerem koszykarskim, ale mentorem życiowym. Przekazywał nam bardzo dużo lekcji, które były ważne na boisku, ale do dzisiaj korzystamy z nich w życiu. Takie podejście i podział ról między nim a jego asystentami pozwolił stworzyć z naszej grupy kolektyw, który był gotowy na poświęcenia, aby odnieść sukces.
O kluczowej roli trenera Szambelana mówi również trener Niedbalski:
Uważam, że Jurek to był idealny trener dla tej drużyny. Wiedział, jak zmotywować każdego z nich, a jednocześnie idealnie zbalansował ich umiejętności indywidualne z odpowiednią taktyką. Myślę, że inny szkoleniowiec mógłby to przetaktyzować.
W pierwszym meczu fazy grupowej biało-czerwoni stanęli na przeciwko reprezentacji Australii. Jak wspomina Kuba Koelner:
Nie wiedzieliśmy, czego spodziewać się po Australijczykach, ale udało nam się ich pokonać 71:54, co dało nam dużą dawkę pewności siebie.
Po dobrym meczu inauguracyjnym Polacy stawili czoła kadrze Korei Południowej. To spotkanie również padło łupem podopiecznych trenera Szambelana. W trzecim meczu w grupie naszych koszykarzy czekał bój z reprezentacją gospodarzy.
Mówiąc kolokwialnie zmiażdżyliśmy Niemców. Od początku meczu graliśmy bardzo dobrze w obronie, przez co w całym spotkaniu rzucili nam zaledwie 33 oczka. To zwycięstwo dało nam jeszcze więcej wiatru w żagle przed kolejnymi meczami.
Po wysokiej wygranej 79:33 nad naszymi zachodnimi sąsiadami, przyszedł czas na kolejny sprawdzian. Tym razem Polacy zmierzyli się z zespołem Mistrzów Europy – Hiszpanów, którzy postawili naszym reprezentantom bardzo trudne warunki. Jak wspomina trener Niedbalski mecz mógł zostać przegrany w samej końcówce.
Na tablicy wyników remis. Kilka sekund do końca czwartej kwarty. Michał Michalak traci piłkę i jeden z Hiszpanów idzie sam na sam z koszem. Na całe szczęście Tomek Gielo zdołał go czysto zablokować i doprowadzić do dogrywki, w której wygraliśmy. Jednak w momencie, kiedy Tomek gonił Hiszpana, Jurek Szambelan wyskoczył z ławki i zaczął krzyczeć, że zabije Michalaka. Musiałem na niego skoczyć, żeby się uspokoił i nie zrobił mu krzywdy
Ostatecznie po dodatkowych pięciu minutach gry Polacy wygrali 88:82, co zdaniem Kuby Koelnera było kolejnym momentem przełomowym:
Wygrana z Hiszpanią dała nam wiarę w to, że jesteśmy w stanie pokonać każdy zespół, który stanie na naszej drodze.
Na koniec fazy grupowej biało-czerwoni pokonali Kanadę, która w składzie miała m.in. Anthonego Benneta i Andrew Wigginsa, czyli pierwsze picki draftów NBA z 2013 i 2014 roku, czym zagwarantowali sobie awans do kolejnej fazy turnieju bez żadnej porażki. W ćwierćfinale Polacy mieli okazję zrewanżować się reprezentacji Serbii, która rok wcześniej sięgnęła po brąz mistrzostw Europy kosztem podopiecznych Jerzego Szambelana.
Po mistrzostwach Europy na Litwie byliśmy wkurzeni. Zagraliśmy świetny turniej, ale nie udało nam się z niego wrócić z medalem. Przed meczem trener Niedbalski przygotował filmik, w którym porównał nas do słynnej drużyny pierścienia z “Władcy Pierścieni” Tolkiena. To nas tak zmotywowało, że zmiażdżyliśmy Serbów 100:70.
Zwycięstwo z silną Serbią poniosło się echem w całym środowisku sportowym w Polsce. Jak wspomina trener Niedbalski:
Po powrocie z turnieju spotkałem Czesława Michniewicza, który nie był w stanie uwierzyć, że Polacy byli w stanie tak pewnie pokonać Serbię. Poprosił mnie o nagranie tego spotkania, bo musiał to zobaczyć na własne oczy.
Tym samym rozpędzeni podopieczni trenera Szambelana awansowali do półfinału, gdzie czekało ich starcie z kolejną siłą europejskiej koszykówki – Litwą.
Przed turniejem graliśmy trzy sparingi z Litwinami i każdy z nich pewnie wygraliśmy. Nie zmieniało to faktu, że obawialiśmy się tego spotkania, bo wiedzieliśmy, że ciężar gatunkowy może dodać im impetu. – dodaje Niedbalski.
Początkowo to starcie nie układało się po myśli biało-czerwonych.
Litwini bardzo dobrze weszli w ten mecz. W pierwszej kwarcie zbudowali kilkupunktową przewagę. W końcówce drugiej kwarty zarówno Grzesiu Grochowski, jak i Daniel Szymkiewicz mieli po trzy faule. Pamiętam, że trener Szambelan podchodzi do mnie i mówi „Kubuniu, musisz wejść”. Ja, widząc, że mamy problem z faulami poszedłem zgłosić zmianę i przed samym wejściem na parkiet trener Szambelan zapytał mnie „Kubuniu, ale dasz radę?”
No i dał radę. Po wejściu, Kuba Koelner dwukrotnie asystował przy akcjach Mateusza Ponitki, który wrzucił wyższy bieg i w pojedynkę odrobił stratę do rywali. Ostatecznie Polacy wygrali 85:75 i awansowali do wielkiego finału, w którym czekało ich starcie z kadrą USA. W składzie Amerykanów były takie gwiazdy NBA jak np. Bradley Beal czy Andre Drummond. Pierwsza połowa spotkania dawała nadzieję na to, że Polska jest w stanie zdobyć złoto.
Po pierwszej połowie Amerykanie mieli tylko 5 punktów przewagi. Niestety po przerwie różnica wzrosła a nam brakowało werwy żeby ich dogonić. – mówił zaraz po spotkaniu finałowym Filip Matczak, obecnie zawodnik ekstraklasowego Zastalu Zielona Góra.
Z perspektywy lat tak genezę porażki skomentował Kuba Koelner:
Wydaje mi się, że półfinał z Litwą był tak przepełniony emocjami, że na mecz z USA brakowało nam już motywacji. Wiedzieliśmy, że mamy już historyczny medal i zmobilizowanie się na finał było bardzo trudne.
W końcowym rozrachunku reprezentacja Polski wróciła do kraju ze srebrnymi medalami na szyi, co jest jednym z największych sukcesów koszykarzy znad Wisły w XXI wieku. To niesamowite osiągnięcie było jedną z przyczyn przyznania Wrocławiowi oraz WKK organizacji Mistrzostw Europy do lat 18 w 2011 roku. Jak mówi Leszek Kilian, wiceprezes klubu z ulicy Czajczej:
Dostaliśmy sygnał z Polskiego Związku Koszykówki, że poszukiwany jest gospodarz Mistrzostw Europy do lat 18. Kolejny impuls do podjęcia się tego wyzwania dało miasto i prezydent Rafał Dutkiewicz. Wrocław wówczas był gospodarzem kilku większych imprez sportowych, które były formą promocji miasta. Organizacja Mistrzostw Europy z udziałem wicemistrzów świata wpisywała się w ten trend oraz była dla miasta dużą nobilitacją.
WKK po raz pierwszy stanęło przed zadaniem zorganizowania turnieju tak wysokiej rangi. Nie wywoływało to jednak strachu. Jak mówi prezes WKK – Przemysław Koelner:
Logistyka wydarzenia nie była dla nas dużym problemem, bo mamy duże doświadczenie w tym zakresie. Oczywiście nie obyło się bez niespodziewanych wyzwań i problemów. Tutaj należy wyróżnić trenera Mariusza Mazura, który wziął to brzemię na siebie i świetnie wywiązał się z powierzonego mu zadania.
Z opinią Przemysława Koelnera zgadza się również trener Niedbalski, który na turnieju dalej pełnił funkcję asystenta Jerzego Szambelana:
Byłem na 11 turniejach Mistrzostw Europy oraz dwóch Mistrzostwach Świata. Z perspektywy trenerskiej turniej we Wrocławiu był mistrzostwami klasy premium.
Duży nacisk na przygotowanie do rywalizacji o mistrzostwo Starego Kontynentu położył również sztab trenerski, który chciał wycisnąć ze swoich zawodników 100% potencjału i przebić sukces z Hamburga
Przyjeżdżając na turniej do Wrocławia byliśmy trzeci miesiąc w trasie. Wcześniej tym samym składem pojechaliśmy na Mistrzostwa Świata U19 na Łotwie, gdzie drużyną złożoną głównie z zawodników mających 18 lat zajęliśmy 7. miejsce. Apetyt rósł w miarę jedzenia. Po srebrze na MŚ w 2010 i dobrym występie na MŚ U19 na Łotwie czuliśmy, że jesteśmy w stanie zdobyć we Wrocławiu złoty medal. – podkreśla Niedbalski.
Polacy bardzo dobrze weszli w turniej. W fazie grupowej pokonali m.in. Grecję, Słowenię, czy Turcję. Jednak jak wspomina trener Niedbalski:
Pomimo pozytywnych wyników, styl naszej gry pozostawiał wiele do życzenia.
Nie pokrzyżowało to planów biało-czerwonych. Podopieczni trenera Szambelana zajęli pierwsze miejsce w grupie i awansowali do fazy pucharowej.
W ćwierćfinale spotkaliśmy się z Włochami. Wiedzieliśmy, że ich lider, Amedeo Della Valle, ma nie grać, co spowodowało, że nasz zespół się rozprężył i już myślał o tym, co będzie w dalszych fazach. Włosi bardzo mocno weszli w mecz i nie daliśmy rady ich dogonić. – wspomina trener Niedbalski.
Zlekceważyliśmy Włochów. Wiedzieliśmy, że jesteśmy w gazie, a oni grają bez swojego najlepszego zawodnika. Jednak oni wyszli na parkiet na takim luzie, że nam trudno było jakkolwiek zareagować. Trafiali na niebywałej skuteczności. Myślę, że gdybyśmy grali serię playoff to wygralibyśmy 4:1. – dodaje Kuba Koelner.
Po porażce z Włochami Polakom pozostała walka o miejsce 5-8. Najpierw Drużyna Pierścienia pokonała Francuzów, ale w meczu o 5. Miejsce musiała uznać wyższość kadry Litwy. Brak awansu do czwórki był postrzegany jako porażka. Oczekiwania przed turniejem były o wiele większe, co było też podkręcane przez specjalistę od marketingu WKK – Wojciecha Majerana, który przygotował kampanię promocyjną przy użyciu dwóch haseł – “WKK – Wrocław Kocha Koszykówkę” oraz “I believe”.
Nie obyło się również bez medialnego skandalu. Jak wspomina Jakub Koelner:
Przed spotkaniami ćwierćfinałowymi część drużyn wybrała się na miasto. W jednym z wrocławskich klubów naszych zawodników widział jeden z dziennikarzy i po porażce z Włochami opublikował artykuł pt. „Czy przepili medal?”. Chciałbym to zdementować, bo żaden z moich kolegów nie doprowadził się do takiego stanu, który nie pozwoliłby mu rywalizować na najwyższym poziomie. Nikt nie zwracał uwagi na to, że Hiszpanie czy Serbowie wrócili do hotelu w o wiele gorszym stanie, a nie przeszkodziło im to awansować dalej.
Nie zmienia to faktu, że z dzisiejszej perspektywy 6. miejsce jest znakomitym rezultatem. Jest to również wynikiem realiów Mistrzostw Europy, które tak podsumowuje trener Niedbalski
Na Mistrzostwach Świata grasz też z zespołami z Azji czy Afryki, które są obiektywnie słabsze od ekip z Europy. Na Eurobaskecie cały czas rywalizujesz z najlepszymi, co w formule turniejowej, gdzie masz jeden mecz, co dodatkowo zwiększa poziom trudności.
Sportowo apetyt był większy, ale organizacyjnie był to jednomyślny sukces. WKK zobaczyło w praktyce, jak wygląda organizacja rangi mistrzowskiej. Jak podsumowuje Przemysław Koelner:
Dzisiaj moglibyśmy się ponownie podjąć organizacji takiego turnieju. 2011 pokazał nam, gdzie mogą pojawić się ewentualne komplikacje, ale to dało nam bardzo ważną lekcję, z której korzystamy do dzisiaj przy organizacji większych wydarzeń koszykarskich.
Srebrny medal mistrzostw świata i organizacja turnieju rangi mistrzowskiej były dowodem na to, że WKK przestało być już tylko ambitnym projektem szkoleniowym. Klub wszedł na poziom, na którym miał realny wpływ na rozwój całego środowiska koszykarskiego w Polsce. A to był dopiero początek historii, która w kolejnych latach nabierała jeszcze większego rozpędu. O kolejnych etapach rozwoju WKK Wrocław przeczytasz w następnych odcinkach serii WKK 2006-2026 na łamach Słowa Sportowego.