W lipcu i sierpniu młodzieżowe reprezentacje Polski podróżowały po Europie, a razem z nimi zawodnicy związani z WKK Wrocław. Lublana, Rijeka, Opatija, Oradea i wreszcie Slovenj Gradec – na każdym kolejnym etapie reprezentacyjnego lata można było znaleźć kogoś z Czajczej.
Były mecze z europejskimi potęgami, awans do dywizji A, najlepszy wynik kadry U16 od czternastu lat, srebrny i złoty medal. Był też półfinał, w którym zawodnik WKK rzucił 24 punkty, a zapytany później o swój występ odpowiedział tylko: „nie najgorszy”.
Zaczynamy jednak od najstarszych.
U20: utrzymanie zostało, ale apetyt był większy
Dla reprezentacji Polski U20 podstawowy cel był jasny – po awansie wywalczonym rok wcześniej utrzymać miejsce w dywizji A. Zadanie zostało wykonane, choć po zakończeniu turnieju w Lublanie biało-czerwoni mogli mieć poczucie, że dało się z niego wycisnąć trochę więcej.
Polacy rozpoczęli mistrzostwa od meczu z Serbią. Później przyszły spotkania z Litwą i Łotwą, a w 1/8 finału biało-czerwoni trafili na Francję. Przez sporą część spotkania potrafili rywalizować z jednym z najmocniejszych zespołów turnieju jak równy z równym, ale ostatecznie przegrali 79:90. Utrzymanie zapewniło zwycięstwo nad Czechami 90:83. Turniej Polska zakończyła na 11. miejscu.
Turniej był trochę poniżej naszych oczekiwań. Zrealizowaliśmy cel, jakim było utrzymanie się w dywizji, ale myślę, że po pierwszym meczu z Serbią apetyt trochę urósł. Później nie poszło po naszej myśli z Litwą i Łotwą, byliśmy trochę podłamani. Na Francję wyszliśmy jak wściekli i przez 40 minut graliśmy z nimi jak równy z równym – podsumowuje Mateusz Orłowski.
Nowy nabytek naszego klubu był jednym z tych graczy, którzy mieli zapewniać reprezentacji punkty z dystansu. W trakcie mistrzostw zdobywał średnio 8,7 punktu, spędzając na parkiecie niespełna 17 minut. Najbardziej rzuca się jednak w oczy inna liczba – Orłowski trafił 15 z 32 prób za trzy, czyli 46,9 procent.
W meczu z Czechami zdobył 14 punktów i czterokrotnie trafił zza łuku, przeciwko Litwie dołożył 11 oczek przy skuteczności 3/5 z dystansu. Sam swój występ oceniał bez większych fajerwerków.
Indywidualnie uważam, że to, co miałem zrobić, zrobiłem. Zrobiłem swoją robotę. To, co trener powiedział, żebym zrealizował, też zrealizowałem. Myślę, że stać nas było na więcej, ale ważne, że się utrzymaliśmy – mówi Orłowski.
Nie był jedynym zawodnikiem dobrze znanym kibicom WKK w polskiej kadrze. Na EuroBaskecie wystąpili również Jakub Galewski i Karol Prochorowicz, którzy jeszcze w poprzednim sezonie grali przy Czajczej.
Galewski zakończył mistrzostwa ze średnimi 5,3 punktu i 3,2 asysty, natomiast Prochorowicz dokładał 5,3 punktu i 3,7 zbiórki. Dla obu turniej w Lublanie stał się jednocześnie jednym z ostatnich etapów młodzieżowej drogi przed wejściem na najwyższy poziom seniorskiej koszykówki w Polsce. Galewski przeniósł się do Orlen Zastalu Zielona Góra, Prochorowicz został zawodnikiem Energi Trefla Sopot.
Jeszcze niedawno razem walczyli w barwach WKK. Następnym razem duet, którego się nie rozłącza, stanie naprzeciw siebie na największej scenie w kraju nad Wisłą.
U18: Cel wykonany, ale jest lekki niedosyt
O ile kadra U20 walczyła o utrzymanie miejsca w europejskiej elicie, reprezentacja U18 pojechała do Chorwacji po to, żeby się do niej dostać.
Biało-czerwoni rozpoczęli EuroBasket dywizji B w Rijece i Opatii jako jeden z zespołów aspirujących do awansu. Cel był prosty do zapisania, znacznie trudniejszy do wykonania – miejsce w najlepszej trójce dawało promocję do dywizji A.
Udało nam się spełnić cel, który mieliśmy, czyli awansować do dywizji A. Nie było łatwo, ale daliśmy radę. Było też trochę szczęścia, ale jak to się mówi – szczęście sprzyja lepszym – mówi August Chałupa.
W polskim składzie znalazło się aż trzech zawodników WKK – Szymon Łata, August Chałupa i Łukasz Łysek. W sztabie reprezentacji pracował również związany z Czajczą trener przygotowania motorycznego Bartosz Łukomski.
Łata przez cały turniej pełnił ważną rolę na obwodzie. Kończył mistrzostwa ze średnimi 10,4 punktu, 3,5 asysty, 2,3 zbiórki i 1,8 przechwytu. Szczególnie dobrze zapamięta spotkanie z Ukrainą. Zdobył w nim 24 punkty, a co najważniejsze – to właśnie jego rzut przesądził o zwycięstwie biało-czerwonych. Z Islandią do 18 punktów dołożył natomiast siedem asyst.
Łysek dostawał mniej minut, ale przy swoich 212 centymetrach dawał reprezentacji rozmiar pod koszem. Najlepiej wykorzystał swoją szansę właśnie w spotkaniu z Ukrainą – w 17 minut zdobył dziewięć punktów, zebrał osiem piłek i dwukrotnie zablokował rywali.
Najbardziej pamiętny indywidualny występ zawodnika WKK przyszedł jednak w momencie, kiedy margines błędu praktycznie zniknął. W półfinale Polska mierzyła się z Belgią. Stawką nie był wyłącznie finał – zwycięstwo oznaczało już pewny awans do dywizji A. Biało-czerwoni wygrali 89:81, a August Chałupa zdobył 24 punkty, najwięcej w polskim zespole. Do tego dołożył trzy bloki i aż jedenaście razy punktował z linii rzutów wolnych.
Jak wspomina jeden z najważniejszych meczów swojego reprezentacyjnego lata?
Nie najgorszy – śmieje się.
Trudno o bardziej oszczędne podsumowanie 24 punktów w półfinale mistrzostw Europy. Wygrana oznaczała, że najważniejsze zadanie zostało wykonane. Polska wracała do dywizji A. Pozostała jeszcze szansa na zakończenie turnieju ze złotem.
W finale rywalem była Holandia. Biało-czerwoni długo pozostawali w grze, jednak rywale przez całe spotkanie agresywnie naciskali na polskich zawodników i w końcu zbudowali bezpieczną przewagę. Holandia wygrała 71:57. August nie ukrywa, że srebrny medal pozostawił po sobie również trochę niedosytu.
Szkoda, że nie udało się wygrać z Holandią. To bardzo dobry zespół. Cały mecz nas presowali i w pewnym momencie nie wytrzymaliśmy, wtedy nam odjechali. Jest niedosyt, bo była szansa wygrać. Ale drugie miejsce i awans? Bardzo fajnie. – podsumowuje.
Srebro można więc potraktować jako bonus. Najważniejsze było to, że kolejny rocznik reprezentacji Polski będzie już rywalizował z najlepszymi.
U16: Serbia pokonana, Hiszpania postraszona
Jeśli reprezentacja U18 wróciła do dywizji A, to jej młodsi koledzy pokazali w Rumunii, że po awansie wcale nie trzeba ograniczać się do walki o przetrwanie.
Polacy rozpoczęli EuroBasket U16 w Oradei od rozbicia gospodarzy 105:62. Później przegrali z Litwą, ale na zakończenie fazy grupowej sprawili znacznie większą niespodziankę – pokonali 72:70 broniącą mistrzostwa Europy Serbię.
Nie mieliśmy konkretnego celu, jeśli chodzi o miejsce. Chcieliśmy przede wszystkim dać z siebie wszystko, żeby po meczu żaden kibic nie miał poczucia, że ktoś z nas mógł pobiec szybciej albo zostawić więcej serca na boisku. Myślę, że zrealizowaliśmy to w stu procentach. Świetną atmosferę budowaliśmy przez ponad dwa lata i z takim zespołem aż chciało się grać – mówi Rafał Rychlik.
W 1/8 finału nie było już miejsca na kalkulacje. Zwycięzca meczu Polska – Czechy wchodził do najlepszej ósemki Europy. Biało-czerwoni zdobyli 34 punkty już w pierwszej kwarcie, a w ostatniej pozwolili rywalom na zaledwie siedem. Wygrali 96:68. Wśród najskuteczniejszych zawodników znaleźli się Rafał Rychlik – 12 punktów – i Michał Karsznia, który zdobył 11 oczek.
Wygrana z Serbią była bardzo ważna i dość historyczna, ale to mecz z Czechami był chyba najważniejszy. Wyszliśmy na niego bardzo skupieni i dzięki temu awansowaliśmy do top 8.
Nagrodą był ćwierćfinał z Hiszpanią.
I przez trzy kwarty niewiele wskazywało, że mamy do czynienia ze starciem zespołu wracającego do dywizji A z jedną z największych potęg europejskiego basketu. Po 20 minutach Polska prowadziła 42:41. Przed ostatnią kwartą było 59:59.
Dopiero ostatnie dziesięć minut Hiszpanie wygrali 27:15 i zapewnili sobie zwycięstwo 86:74.
Został ogromny niedosyt, bo mieliśmy dużą szansę wygrać ten mecz. Niestety źle weszliśmy w czwartą kwartę i to przesądziło o porażce.
Rafał był jednym z najważniejszych zawodników polskiej rotacji. Turniej zakończył ze średnimi 7,6 punktu, 3,1 zbiórki i 4,3 asysty, będąc jednym z najlepiej podających zawodników mistrzostw. W ćwierćfinale przeciwko Hiszpanii oprócz sześciu punktów zanotował pięć zbiórek i siedem asyst.
Nie był jednak jedynym Rychlikiem w reprezentacji. Razem z Rafałem biało-czerwone barwy reprezentował jego brat Sebastian. W średnio niespełna 13 minut spędzanych na parkiecie notował 2,4 punktu, 2,6 zbiórki i 1,7 asysty. Już w pierwszym meczu z Rumunią zapisał na swoim koncie pięć punktów, sześć zbiórek i trzy asysty, a najlepszy strzelecko występ zaliczył przeciwko Grecji, kiedy zdobył sześć oczek.
Dwóch braci z jednego klubu w dwunastoosobowej kadrze Polski na mistrzostwa Europy – to nie jest sytuacja, która zdarza się każdego lata.
Trzecim przedstawicielem WKK był Michał Karsznia, który rozegrał bardzo dobre mistrzostwa pod koszem. Zdobywał średnio 6,9 punktu i 7,1 zbiórki, będąc najlepszym zbierającym polskiej reprezentacji. W meczu z Czechami zanotował double-double – 11 punktów i 11 zbiórek – a przeciwko Grecji zebrał aż 13 piłek.
Po porażce z Hiszpanią Polakom pozostała rywalizacja o miejsca 5–8. W pierwszym spotkaniu przegrali 84:102 z Grecją.
To był mecz, który zawaliliśmy jako drużyna. Nie broniliśmy według naszych zasad i to przełożyło się na porażkę.
Na zakończenie turnieju biało-czerwoni ponownie spotkali się z gospodarzami. Tym razem stawką było siódme miejsce.
Wiedzieliśmy, że zepsuliśmy poprzedni mecz i nie możemy zakończyć naszej przygody porażką. Wyszliśmy zmotywowani, pokazaliśmy, jak dobrze potrafimy grać i pewnie wygraliśmy. Z siódmego miejsca jest się z czego cieszyć. Wykonaliśmy świetną robotę. – podsumowuje Rafał Rychlik.
Polska prowadziła od początku, a w trzeciej kwarcie zdobyła 33 punkty i rozstrzygnęła losy spotkania. Zwycięstwo 88:62 oznaczało, że biało-czerwoni zakończyli mistrzostwa na siódmym miejscu – najwyższym w kategorii U16 od 2012 roku.
Po czternastu latach Polska znów znalazła się więc w najlepszej ósemce Europy. I zrobiła to z trzema zawodnikami z Czajczej w składzie. Duma rozpiera!
U14: kapitan ze złotem
Najmłodszy przedstawiciel WKK nie grał jeszcze o mistrzostwo Europy. Aron Ochońko pojechał do Slovenj Gradca na Slovenia Ball – turniej będący jednym z pierwszych poważnych sprawdzianów międzynarodowych dla zawodników z rocznika 2012.
W jego przypadku trudno mówić wyłącznie o zbieraniu doświadczenia.
Polska wygrała turniej, pokonując w finale Węgry 87:65, a Ochońko zakończył spotkanie o złoto z 15 punktami. W pięciu meczach zdobywał średnio 15,4 punktu, dokładając 2,6 zbiórki, 1,8 asysty i dwa przechwyty.
Była jeszcze jedna rzecz. Zawodnik WKK pełnił podczas turnieju rolę kapitana reprezentacji Polski.
Uważam, że jako drużyna pokazaliśmy się na tym turnieju z naprawdę dobrej strony. Pokazaliśmy, że jesteśmy zespołem, który gra do końca i którego zawodnicy wspierają się nawzajem. Jeśli chodzi o mój występ, myślę, że zagrałem solidny turniej. Pokazałem też, że potrafię być kapitanem zespołu i pomóc drużynie w trudnych momentach – mówi Ochońko.
Dla niego Slovenj Gradec był jednym z pierwszych kroków w reprezentacyjnej koszykówce. Dla Mateusza Orłowskiego EuroBasket U20 był już jednym z ostatnich młodzieżowych turniejów. Pomiędzy nimi tego lata byli medaliści U18 i siódma drużyna Europy U16.
Różne roczniki, różne role i zupełnie różne turnieje. Wspólny jest jednak adres, pod który stopniowo wracają nasi kadrowicze – Czajcza 19.