Każdy klub sportowy marzy o własnym domu. Niewiele organizacji decyduje się jednak go wybudować. Zwłaszcza wtedy, gdy wszystkie wyliczenia pokazują, że taka inwestycja nie ma prawa się opłacić. WKK Wrocław mimo wszystko podjęło to ryzyko. Efektem jest miejsce, które od ponad dekady wyznacza rytm pracy i stanowi fundament do kolejnych sukcesów całego klubu.

Mapa koszykarskiego Wrocławia poszerzyła się o WKK w 2006 roku. Koncepcja szkolenie młodzieży stworzona dzięki współpracy Marka Olesiewicza, Przemysława Koelnera oraz Leszka Kiliana bardzo szybko zaczęła dawać efekty w postaci sukcesów na koszykarskich parkietach. Już na samym początku funkcjonowania klubu w głowach jego założycieli zaczęła kiełkować wizja posiadania swojego własnego parkietu. Jak mówi prezes WKK – Przemysław Koelner – budowa własnej hali miała być kolejnym dowodem na innowacyjną naturę klubu:

Nasze DNA składa się w dużej części z innowacji. System szkolenia oparty o pracę z zawodnikami na każdym etapie dorastania był czymś nowym. Własna hala również miała być czymś nowym oraz niecodziennym na mapie Polski, a nawet w skali całej Europy.

Pierwszym wyzwaniem było znalezienie odpowiedniego miejsca pod budowę takiego obiektu. Wybór padł na tereny na ulicy Czajczej. Koelner od początku był zainteresowany tym miejscem:

W oko wpadły nam tereny naprzeciwko fabryki prowadzonej przez nas firmy Rawlplug. Przez dekady znajdował się tam zbiornik wodny, który, mówiąc językiem specjalistycznym, sprawował funkcję składowiska wody żwirowej dla fabryk, które funkcjonowały tutaj jeszcze za czasów niemieckich.

Proces zakupu działki rozpoczął się pod koniec lat 90. Ostatecznie zakończył się w 2007 roku, kiedy spółka, założona specjalnie w tym celu, zakupiła teren, na którym znajdowało się ogromne jezioro. Od samego początku procesu budowy woda okazała się zmorą właścicieli WKK.

Dostaliśmy pozwolenie na budowę hali, kilka dni później wjechała tam koparka i wykopała pierwsze doły. Wszystko super, ale na drugi dzień przyjechaliśmy, a wykopane doły były wypełnione wodą. – wspomina wiceprezes WKK – Leszek Kilian.

Ostatecznie problem został zażegnany dzięki znanej metodzie budowlanej:

Jezioro zostało zasypane gruzem. Pod dzisiejszą halą znajduje się 400 tysięcy ton gruzu, który zablokował wodę i stał się fundamentem pod budowę.

Działka była gotowa, ale duet Koelner&Kilian musiał uporać się z jeszcze jednym, o wiele większym problemem – konkretną koncepcją obiektu, który miał na niej powstać. 

Takie inwestycje są trudne. Trzeba mieć stałą koncepcję, która jednocześnie będzie wychodziła w przyszłość i połączy różne funkcje jednego obiektu. – mówi wiceprezes WKK – Leszek Kilian.

Biznesowa natura nie pozwoliła im na przejście obok faktu, iż hala sportowa to inwestycja, która ma nikłe szanse na wygenerowanie zysku.

Arkusz kalkulacyjny nie dawał nadziei na to, że budowa samej hali mogłaby być dla nas korzystną inwestycją. Mówiąc wprost – hala sportowa to maszynka do palenia pieniędzy, która generuje horrendalne koszty. Musieliśmy do obiektu sportowego dodać element dochodowy. – kontynuuje Koelner.

Pierwszym pomysłem było stworzenie internatu dla uczniów wrocławskich gimnazjów oraz szkół średnich. Jak wspomina Kilian:

To był czas kiedy Wrocław coraz bardziej nabierał charakteru aglomeracji i w mieście pojawiało się bardzo dużo młodych ludzi, którzy szli do gimnazjów. Jednocześnie na terenie Wrocławia zamknięto trzy inne tego typu placówki i wydawało się, że internat to idealne uzupełnienie dla hali sportowo-widowiskowej. Dotacje od miasta miały zapewnić zwrot pieniędzy zainwestowanych.

Kilian dodaje jednak, że miasto nie chciało zagwarantować tego, że znajdą się chętni na zamieszkanie na ulicy Czajczej:

Pamiętam spotkanie z dyrektorem wydziału oświaty. Chcieliśmy dostać jakąkolwiek gwarancję na to, że miasto będzie zainteresowane współpracą z nami, a internat będzie zapełniony. Miasto argumentowało, że przepisy powinny być dla nas wystarczającą gwarancją. 

Gwoździem do trumny idei internatu była decyzja podjęta nie przez władze Wrocławia, a rządzących całego kraju:

Ta koncepcja nie doszła do skutku m.in. ze względu na reformę szkolnictwa i zlikwidowanie gimnazjów. Zapotrzebowanie na internaty spadło i musieliśmy wymyślić coś innego. 

Wybór padł na połączenie hali sportowej z hotelem, ale jak tłumaczy Przemysław Koelner to również było wyzwaniem dla projektanta i wykonawców obiektu:

Internat i hotel wymagają innego podejścia budowlanego. 16 metrów kwadratowych w internacie wystarcza, ale w hotelu dopiero 17 metrów daje Ci możliwość ubiegania się o trzy gwiazdki. 

Zmianom została poddana też koncepcja kształtu samego budynku. Jak mówi Przemysław Koelner:

Oryginalny projekt zakładał budynek w kształcie fali, ale kiedy dowiedzieliśmy się ile kosztuje gięcie blachy to zdecydowaliśmy się na mniej opływową konstrukcję.

Mniej opływowa oznacza tańsza, ale budowana starannie i z dbałością o jakość wykorzystywanych materiałów. Koelner nie miał zamiaru oszczędzać na jakości.

Jestem osobą, która  woli zrobić coś raz a porządnie. Miałem świadomość, że jeżeli przy budowie zaoszczędzę np. na wykładzinach, to za trzy lata będą one do wymiany. 

Takie podejście było efektem starannego przygotowania i wywiadów środowiskowych zrobionych przy okazji wycieczek na inne hale sportowe w Polsce i za granicą:

Każda nasza wycieczka z Leszkiem to było chodzenie po halach, robienie zdjęć i rozmowa z legendami tego typu miejsc – Panami konserwatorami. Ci ludzie obserwują eksploatację elementów hal i chcieliśmy się od nich dowiedzieć na co uważać.

Koszykarskie podróże były też dla ludzi tworzących WKK Sport Center źródłem inspiracji i nieznanych dotąd rozwiązań, czego na własnej skórze doświadczył trener Tomasz Niedbalski:

W 2015 roku pojechaliśmy do Treviso na Camp Adidasa, w którym brał udział m.in. Mateusz Ponitka. Stamtąd wzięliśmy koncepcję strefy motoryki, którą rozwinął nasz trener przygotowania motorycznego – Bartosz Pasternak. Dzisiaj jest ona swego rodzaju znakiem rozpoznawczym naszego klubu.

Przypadek strefy motoryki i popularnego “Barteza” nie jest odosobniony. Jak kontynuuje trener Niedbalski trenerzy byli aktywnei zaangażowani w wykończenie wnętrza hali:

Braliśmy współudział w wyborze koszy, parkietu i innych elementów, które miały później decydować o naszym komforcie pracy.

Dla zarządu budowa nie mogła być przeprowadzona bez trenerów. Przemysław Koelner wspomina, że:

Powtarzałem trenerom, że to oni będą tam spędzać całe dnie, a nie ja. Mieliśmy świadomość, że oni najlepiej znają swoje potrzeby.

Hala została otwarta w grudniu 2015 roku. Biuro przeniosło się na Czajczą w styczniu 2016, a część hotelowa została otwarta we wrześniu 2017 roku. Idealnym zwieńczeniem całego procesu budowy były The World Games, które opanowały Wrocław w sierpniu 2017 roku. W WKK Sport Center odbyły się rozgrywki korfballa oraz unihokeja. Na Czajczej pojawiały się wówczas tysiące widzów, które mogły emocjonować się sportem w obiekcie, który już od ponad dekady jest domem dla kolejnych pokoleń młodych koszykarzy reprezentujących barwy WKK. Jak puentuje Leszek Kilian, hala przy ulicy Czajczej 19 zrewolucjonizwoła jakość pracy wszystkich zaangażowanych w funkcjonowanie klubu:

Własna hala wprowadziła komfort i strukturę naszej pracy na najwyższy poziom. Wcześniej przed rozpoczęciem każdego sezonu mierzyłem się z niełatwym zadaniem stworzenia grafiku dla naszych grup treningowych. Z kolei każdy trener woził w bagażniku worki z piłkami. Na Czajczej wszystko jest na miejscu – to nasz dom.