W 2008 roku WKK Wrocław sięgnęło po drugie z rzędu Mistrzostwo Polski młodzików. W kolejnym sezonie apetyt organizacji stawał się coraz większy. Sztandarowy rocznik – 1993 – stanął do walki o medale na Mistrzostwach Polski kadetów, rozegranych w hali na ulicy Chełmońskiego 43. Do Wrocławia, który w tym samym roku był współgospodarzem EuroBasketu, zawitało osiem najlepszych drużyn z całego kraju. Jak wspomina trener Tomasz Niedbalski:

Moim zdaniem to były jedne z najsilniejszych Mistrzostw od lat. Ilość koszykarskiego talentu, jaki mogliśmy oglądać na parkiecie był niesamowity.

Wysoki poziom turnieju można było zauważyć już na poziomie fazy grupowej. WKK trafiło do jednej grupy z Zastalem Zielona Góra, Stalą Ostrów Wielkopolski oraz Stalą Stalowa Wola. Z kolei druga czwórka składała się z Trefla Sopot, Polonii Warszawa, ŁKS-u Łódź oraz TKM-u Włocławek. Jak dodaje trener Niedbalski:

Większość drużyn miało w swoich szeregach zawodnika, który dzisiaj gra na poziomie ekstraklasy. Na dodatek większość spotkań było na styku i gwarantowało niesamowity ładunek emocjonalny.

Kapitanem WKK był Jakub Koelner, który tak wspomina jednostki, które przyjechały do stolicy Dolnego Śląska walczyć o pierwsze medale w karierze:

Na tym turnieju rywalizowali ze sobą zawodnicy, którzy później stanowili o sile seniorskiej kadry Polski oraz trzon srebrnej reprezentacji U17 z 2010 roku. Na Chełmońskiego 43 pojawili się m.in. Tomek Gielo, Filip Matczak, Mateusz Ponitka, Grzegorz Grochowski, Daniel Szymkiewicz, Przemek Karnowski czy Michał Michalak.

WKK Wrocław rozpoczęło turniej od pewnej wygranej z drużyną ze Stalowej Woli, prowadzonej przez legendę polskiej szkoły trenerskiej – Jerzego Szambelana. W drugim spotkaniu grupowym podopieczni duetu trenerskiego Olesiewicz&Mazur zwyciężył w starciu ze Stalą Ostrów Wielkopolski, której liderem był obecny kapitan reprezentacji narodowej – Mateusz Ponitka. W ostatnim meczu fazy grupowej WKK zmierzyło się z Zastalem Zielona Góra. Tak to spotkanie wspomina Tomasz Gielo – dzisiejszy lider Kinga Szczecin:

W pierwszym meczu przegraliśmy z zespołem z Ostrowa i żeby przejść do fazy medalowej musieliśmy wygrać z WKK. Wcześniej przegrywaliśmy z nimi na szczeblu wojewódzkim i wiedzieliśmy, że stoi przed nami bardzo trudne zadanie. Z drugiej strony po Wrocławianach było widać rozluźnienie, bo mieli już zagwarantowany awans. Nasz zespół nie ściągnął nogi z gazu i udało nam się odnieść zwycięstwo.

W półfinale WKK zmierzyło się z TKM Włocławek. Spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem gospodarzy. 

Wiedzieliśmy, że jesteśmy faworytem do wygrania całego turnieju, a takie spotkania tylko utwierdzały nas w tym przekonaniu.

Po zapewnieniu sobie medalu przyszedł czas na wielki finał, w którym po raz kolejny drużyna z Wrocławia stanęła na przeciwko Zastalowi Zielona Góra. Atmosfera na trybunach dawała świadectwo wagi tego spotkania. Hala Akademii Rolniczej pękała w szwach. WKK wiedziało, że nie może sobie pozwolić na potknięcie, ale Zastal miał inny plan na starcie o złoto. Jak tłumaczy Tomasz Gielo:

Wygrana w grupie pokazała nam, że możemy rywalizować z WKK jak równy z równym i dało nam ogromne pokłady pewności siebie, które przydały się w starciu finałowym. 

Rozpędzony i pewne siebie zespół z Zielonej Góry dokonał czegoś, co wydawało się mało prawdopodobne – w przeciągu kilku dni dwukrotnie pokonał, jak się wydawało niepokonywalne, WKK. Jak dodaje Filip Matczak, dzisiaj reprezentujący barwy ekstraklasowej drużyny Zastalu:

Dla mnie to są niesamowite wspomnienia. Zdobyliśmy mistrzostwo polski, pomimo tego, że nie byliśmy faworytem. WKK Wrocław było wtedy znakomitym zespołem ze świetnymi zawodnikami. Ten sukces napędzał nas do jeszcze cięższej pracy i pokazał, że warto walczyć o marzenia. Wiedziałem, że chcę związać swoją przyszłość ze sportem, ale takie sukcesy tylko pchały mnie do osiągania kolejnych celów.

Matczak został wybrany do pierwszej piątki turnieju. Z kolei Tomasz Gielo zgarnął statuetkę MVP rozgrywek, który z perspektywy czasu tak wspomina wpływ tego sukcesu na swoją karierę.

Zdobycie MVP całego turnieju pokazało mi, że warto się poświęcić koszykówce i, że ciężka praca i wyrzeczenia mogą się odpłacić. Ten turniej był momentem zwrotnym w mojej koszykarskiej przygodzie. 

Wyniki z turnieju we Wrocławiu napędzały nie tylko jednostki, ale całe grupy utalentowanych zawodników.

Możliwość rywalizacji ze sobą na takim turnieju jak MP pozwalała nam napędzać się wzajemnie do stawania się lepszym, co później poskutkowało sukcesami reprezentacji rocznika 1993. – podsumowuje Gielo.

A o jakich sukcesach mowa? Tego dowiecie się z kolejnego odcinka z serii WKK 2006-2026.