Najpierw przegrali z Grecją 11:20. Kilka dni później spotkali się z tym samym rywalem w finale i odwrócili nie tylko losy meczu, ale nawet jego wynik. Reprezentacja Polski niesłyszących z zawodnikiem WKK Wrocław Błażejem Drożdżem w składzie zdobyła złoty medal w koszykówce 3×3 podczas pierwszych w historii Europejskich Igrzysk Młodzieży Głuchych w Hanowerze.
Turniej rozgrywano w dwóch grupach – pięcio – i czterozespołowej. Do półfinałów awansowały po dwie najlepsze drużyny, natomiast pozostałe reprezentacje walczyły o miejsca 5–9. Dla Polaków wszystko zaczęło się jednak najgorzej, jak mogło.
Pierwszy mecz z Grecją był bardzo słaby w naszym wykonaniu. Przegraliśmy 11:20 i mocno skomplikowaliśmy swoją sytuację. Zostały nam dwa spotkania w grupie, oba musieliśmy wygrać, a nasz awans i tak zależał jeszcze od wyników pozostałych drużyn – opowiada Błażej Drożdż.
Najpierw zwycięstwa, później kalkulatory
Jeszcze tego samego dnia biało-czerwoni zmierzyli się z Litwą. Fizyczne spotkanie obfitowało w faule, dlatego duże znaczenie miała skuteczność na linii rzutów wolnych. Polacy wytrzymali trudne warunki i dzięki intensywnej obronie oraz walce o każdą piłkę zwyciężyli 20:13.
Następnego dnia czekał ich mecz z drugim zespołem Niemiec. Przy równej liczbie zwycięstw o kolejności w grupie decydowała liczba zdobytych punktów, dlatego cel był konkretny – należało rzucić 22 punkty. Polacy nie pozostawili żadnych wątpliwości. Po zaledwie sześciu–siedmiu minutach wygrali 22:4.
Własne zadanie wykonali, ale później pozostało już tylko obserwowanie spotkania Litwy z Grecją. Sytuacja była dość prosta, choć dla polskiego zespołu wyjątkowo nerwowa: zwycięstwo Greków dawało awans Polsce, podobnie jak wygrana Litwinów, o ile ci nie zdobyliby więcej niż 18 punktów. Dziewiętnasty punkt Litwy oznaczał pożegnanie biało-czerwonych z walką o medale.
Podczas tego meczu myślałem, że zejdę na zawał – przyznaje z uśmiechem Błażej.
Litwa wygrała 17:13, a więc wynik premiował Polaków. Radość trzeba było jednak odłożyć, ponieważ po spotkaniu pojawiły się kontrowersje sędziowskie, a reprezentacja Litwy złożyła protest. Mecz zakończył się około godziny 15, natomiast dopiero pod koniec dnia biało-czerwoni otrzymali potwierdzenie, że o 21:30 zagrają w półfinale.
Rewanż idealny
Rywalem Polaków w walce o finał była niepokonana wcześniej Ukraina. Biało-czerwoni znaleźli sposób na zatrzymanie najlepszego zawodnika przeciwników, ponownie imponowali w obronie i zwyciężyli 18:12. Po wszystkich grupowych kalkulacjach droga do złota była już całkowicie w ich rękach.
W finale czekała Grecja – zespół, który kilka dni wcześniej rozbił Polaków na otwarcie turnieju. Tym razem po odpowiedniej przedmeczowej przemowie i muzycznej dawce motywacji na parkiet wyszła już zupełnie inna drużyna.
Początek ponownie należał jednak do Greków, którzy objęli prowadzenie 4:1. Od tego momentu warunki zaczęli dyktować biało-czerwoni. Świetna obrona, ogromna energia, dwie celne „dwójki” zza łuku i kilka odważnych wejść pod kosz sprawiły, że rywale nie byli już w stanie ich zatrzymać.
Polacy zwyciężyli 20:11. Dokładnie takim wynikiem, jakim przegrali z Grecją w pierwszym spotkaniu – tylko tym razem zapisanym na swoją korzyść.
Po finale czułem ogromną radość, szczęście i dumę z tego, jak urośliśmy jako drużyna. Z meczu na mecz graliśmy coraz lepiej i nie poddaliśmy się pomimo początkowych problemów. Możliwość reprezentowania Polski i zdobycia złota z orzełkiem na piersi znaczyła dla mnie bardzo wiele. Cieszę się, że nasze przygotowania nie poszły na marne i zrealizowaliśmy cel, który sami sobie postawiliśmy – podkreśla zawodnik WKK.
Turniej rozpoczął się od bolesnej porażki, później przyniósł zwycięstwa, nerwowe oczekiwanie na wyniki i kilka godzin niepewności. Zakończył się jednak najlepiej, jak tylko mógł – złotymi medalami na szyjach biało-czerwonych.
Błażej, gratulujemy Tobie, całej drużynie i sztabowi reprezentacji Polski!