Obie ekipy od początku zdawały sobie sprawę z powagi sytuacji. Zwycięstwo jednej z drużyn oznaczało zwiększenie jej szans na obecność w fazie play-off, z kolei porażka drugiej miała spowodować oddalenie się od czołowej ósemki. Tak też się stało.

WKK zaczął dość niecodzienną piątką: Michał Jędrzejewski, Tomasz Ochońko, Michał Chrabota, Jakub Patoka, Nick Madray. Niecodzienną, ponieważ 35-letni koszykarz z Nowego Dworu Mazowieckiego najczęściej wspomagał kolegów, wchodząc z ławki. Tym razem trener Dziergowski postawił na Tomasza Ochońko od pierwszych minut. Mecz celnym rzutem zza łuku otworzył Łukasz Diduszko – zawodnik GKS-u u, ale i Lotto 3×3 Team, z którym kilka dni wcześniej wygrał turniej w Szwajcarii. Mimo tego wystąpił w niedzielę w pierwszoligowym spotkaniu i zaprezentował się z naprawdę dobrej strony. Początek starcia nie układał się po naszej myśli, głównie za sprawą nieszczelnej defensywy. Tyszanie w cztery minuty zdobyli 16 oczek, a tym samym trudno było o dotrzymanie im tempa. W pewnym momencie oba zespoły dzieliła nawet dwucyfrowa różnica punktowa, natomiast w bardzo dobrym stylu zakończyliśmy kwartę numer jeden, znacznie zmniejszając stratę do rywali. Druga zaś to już spory rollercoaster. Potrafiliśmy zbliżyć się już nawet na odległość kilku oczek, by za moment znów zaliczyć słabszy moment i pozwolić rywalom na powiększenie prowadzenia. Bardzo dużo do powiedzenia w tym meczu miał Kuba Koelner, który w samej drugiej kwarcie zdobył aż 14 punktów! To wyraźnie zmotywowało pozostałych koszykarzy WKK i pozwalało mieć nadzieję na lepszą drugą połowę rywalizacji.

Zawodnicy wrócili na plac gry i ponownie prezentowali ofensywne popisy. Punktów w niedzielę nie brakowało, o czym świadczy wynik końcowy. Niedługo po przerwie znów przypomniał o sobie Kuba Koelner – trafił zza linii 6,75 m, a tablica w hali w Tychach wyświetlała raptem dwupunktowe prowadzenie gospodarzy. Chwilę później mieliśmy jeszcze więcej powodów do zadowolenia. GKS przestał trafiać, z kolei my zanotowaliśmy siedem oczek z rzędu, dzięki czemu po raz pierwszy w tym meczu byliśmy górą. Niestety, w kolejnej akcji Krystian Tyszka wymusił przewinienie Nicka Madray’a, a co więcej, piłka po jego rzucie znalazła drogę do kosza – wynik ponownie był dla nas niekorzystny. Ponadto, podopieczni Tomasza Jagiełki odzyskali rytm i jeszcze przed końcem trzeciej kwarty przewaga tyszan urosła do 10 punktów. Można by powiedzieć, że to dużo, natomiast nie dla zawodników WKK. Wraz z gwizdkiem otwierającym ostatnią odsłonę starcia wrocławianie ruszyli do ataku i zaliczyli serię 9:0! I znów walka punkt za punkt – raz my, raz GKS. Na 37 sekund przed końcem był remis – 96:96. Wtedy z dystansu trafił Piotr Wieloch, a trener Dziergowski poprosił o timeout. Po przerwie nie zdołaliśmy jednak wykreować dla siebie dogodnej okazji do zdobycia punktów. Finalnie GKS cieszył się z kolejnego zwycięstwa w sezonie i zwiększył swoje szanse na udział w play-offach. My z kolei o obecność w czołowej ósemce będziemy musieli jeszcze powalczyć w meczach ze Startem i Politechniką Opolską.

Już w środę w WKK Sport Center zmierzymy się z przyjezdnymi z Lublina. Link do wydarzenia -> https://www.facebook.com/events/480628460422212/

GKS Tychy 102:96 WKK Wrocław

GKS: Trubacz 22, Krajewski 17, Wieloch 17, Stankowski 14, Diduszko 13, Koperski 10, Tyszka 7, Chodukiewicz 2, Nowak 0, Ziaja 0.

WKK: Koelner 20, Chrabota 20, Jędrzejewski 17, Ochońko 14, Patoka 8, Madray 7, Wątroba 6, Prostak 4, Uberna 0.