W sobotę zadebiutował w naszych barwach, czas zatem oficjalnie powitać naszego nowego zawodnika. Do drużyny dołącza 20-letni Karol Nowakowski.

Zawodnik grający na pozycji silnego skrzydłowego urodził się w roku 1999. Ma na swoim koncie srebro mistrzostw Polski U14 (w barwach Śląska Wrocław), brąz Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży (2014) oraz złoto mistrzostw Polski U18 (2017) z Rosą Radom. W klubie, z którym zdobył złoty medal spędził lata 2016-2019, grając w rozgrywkach młodzieżowych i w II lidze. Przeciwko Karolowi zagraliśmy ostatni raz chociażby podczas zeszłorocznych finałów mistrzostw Polski juniorów starszych, kiedy to po emocjonującym meczu z dwoma dogrywkami przegraliśmy 80:82. Nasz nowy zawodnik rozgrywki rozpoczął w Kutnie. Nie bez problemów, ale klub z Miasta Róż został dopuszczony do ligi, ostatecznie jednak – zniknął z koszykarskiej mapy Polski, a zawodnicy i sztab z dnia na dzień zostali bez pracy.

– W młodzieżówce grałem w sumie w trzech klubach: Śląsku Wrocław, którego jestem wychowankiem, Kobierzycach i na samym końcu była Rosą Radom.

Do Radomia przeszedłeś z Kobierzyc, skąd taki wybór?                                         

– Szczerze mówiąc: nie wiem. Rzuciłem monetą i tak wypadło. Miałem 2-3 inne oferty, nad którymi się zastanawiałem, ale rozmowa z trenerem i rodzicami skłoniły mnie do tego, by wybrać Radom. Nie byłem do końca przekonany, ale tak wybrałem. Jak się okazało, myślę, że wybór był dobry.

Chyba faktycznie był to dobry wybór – mistrzostwo Polski U18 oraz szansa na grę w II lidze. Jak możesz podsumować czas spędzony w Radomiu i pracę z trenerem Mazurem?

– Uważam, że spędzony tam czas w ogóle nie był zmarnowany. Poza tym, że sporo ćwiczyliśmy z trenerem, pracowaliśmy także nad sferą mentalną. Myślę, że trener Mazur i pobyt tam przygotowały mnie w dużym stopniu na grę w seniorskiej koszykówce. Poza tym poznałem wielu ludzi i myślę, że jest to ciekawe miasto, mimo wielu opinii, które są. Internet trochę szydzi, ale byłem, zobaczyłem i dobrze wspominam.

Mówisz, że Radom przygotował Cię do seniorskiej koszykówki. Zdecydowałeś się pójść do Kutna, klubu, który zniknął z koszykarskiej mapy Polski. Dlaczego?

– To był kolejny wybór, na który nie byłem zdecydowany. Miałem jeszcze jedną propozycję, by pójść do trenera Mazura do Leszna, gdzie aktualnie jest inny szkoleniowiec. Myślę, że to był dobry wybór, bo dostałem dużo minut i prawdopodobnie dzięki temu jestem tutaj. Strzał szczęścia.

Zatrzymując się przy Kutnie. Co siedzi w głowie młodego zawodnika, który idzie na zaplecze ekstraklasy i z dnia na dzień dowiaduje się, że zostaje bez klubu, a sezon trwa?

Było to duże zaskoczenie, dalej nie jest pozbierany, tak to określę. Nie wiedziałem, że takie rzeczy mają miejsce w seniorskiej koszykówce. Wiedziałem, że jest jak jest, nie zawsze są pieniądze. Znałem historię tego klubu i miałem z tyłu głowy, że mogą być problemy finansowe i szedłem ze świadomością, że nie wszystko może być okej. Nie byłem przygotowany na to, że to wszystko tak nagle zniknie, to było szokujące. Nie załamuje mnie to, trzeba iść dalej i robić to, co się kocha.

Robiąc to, co się kocha, trafiłeś do WKK. Wracasz do domu.

– Wróciłem, z czego na pewno cieszą się moi rodzice. Nie wiem jeszcze, co będzie w przyszłym sezonie i na razie nad tym się nie zastanawiam. Cieszę się, że te pół roku będę mógł spędzić w domu i zobaczymy, co dalej.

Skupiając się nad tym, co tu i teraz – nad czym chcesz popracować głównie koszykarsko?

– W najbliższym czasie muszę popracować nad współpracą z chłopakami, bo WKK gra bardzo specyficzną koszykówkę, która opiera się na grze na zasadach. Indywidualnie przede wszystkim nad rzutem. Zostaję sporo po treningach i rzucam, bo wydaje mi się, że to najważniejsza rzecz, dająca minuty i możliwość rozwoju. Jeśli ktoś zauważy, że jesteś dobrym strzelcem, będzie na ciebie stawiał.