WROCŁAWSKI KLUB KOSZYKÓWKI

#

#

#

#

2018-09-20 00:22:04

Tomasz Józefiak dalej w WKK

#

Tomasz Józefiak to zawodnik dobrze znany w naszym klubie. Spędził w nim praktycznie całą koszykarską karierę (z wyjątkiem dwuletniej przerwy w Krakowie). Jest kolejny graczem w układance trenera Niedbalskiego, który będzie mieć okazję do pokazania się w I lidze.


Zdobył z WKK trzy złote medale młodzieżowych mistrzostw Polski – raz jako junior i dwukrotnie jako junior starszy. Znają się bardzo dobrze z naszym kapitanem – Jakubem Koelnerem – bo razem przechodzili tę drogę. Tomek przez dziesięć ostatnich sezonów grał na parkietach drugoligowych, dlatego możemy określić go żartobliwie „weteranem” II ligi. Kiedy nasz klub w sezonie 2013/2014 grał w I lidze, on przeniósł się na dwa lata do AZS AGH Alstom Kraków. W pierwszym sezonie w Małopolsce występował na boisku średnio 14:28 minut, zdobywając 3,4 punktu na mecz. Później wrócił do WKK i został tu do dzisiaj. Szczególnie dużo szans na wykazanie się dostał w zeszłorocznych rozgrywkach (średnio 29:38 minut spędzonych na parkiecie), zdobywał średnio 11,7 punktu na mecz i miał 5,1 asyst. Zaznaczmy - Tomek był „fałszywą jedynką” po kontuzji Piotra Ścibisza, ale czas pokazał, że i w takiej roli może się odnaleźć.

Pamiętasz rok 2011?

TOMASZ JÓZEFIAK: -Zdobyliśmy złoto na mistrzostwach Polski U18 w Toruniu. W zespole gospodarzy było dwóch kadrowiczów – Tomasz Gielo i Przemysław Karnowski. Czuliśmy do nich respekt, a wygraliśmy z nimi w półfinale ponad 40 punktami (97:54 – dop.).

Wtedy grałeś w jednym zespole między innymi z Kubą Koelnerem. Teraz znów spotykacie się w WKK, tylko tym razem w I lidze. Historia zatoczyła koło?

Zdecydowanie, choć nigdy nie spodziewałem się, że tak się stanie. To niesamowite, bo mało brakowało, a może kilku innych kolegów z naszego rocznika zagrałoby z nami w drużynie. To może historyczny moment, bo wracamy do jednego zespołu po, wydaje mi się, sześciu latach. Nasze drogi całkiem się rozeszły, gdy skończył się etap rozgrywek młodzieżowych i nagle znów się spotkamy. Trudno to nawet ocenić – dla mnie jest to trochę zaszczyt i coś nowego. Dla Kuby gra na tym poziomie to rutyna. Kiedy po latach jesteśmy w innym zespole na pewno inaczej do tego podchodzimy.

Sam mówisz, że I liga jest dla Ciebie czymś nowym. Czy w takim razie można Cię określić weteranem II ligi?

O kurczę (śmiech). W II lidze rozegrałem 10 sezonów – szybko się w niej zalazłem i na długo zostałem. W pierwszych latach po prostu w niej byłem, a przez ostatnie 3 lata w WKK i wcześniej w Krakowie – czerpałem. Myślę, że po ostatnich sezonach można określić mnie jako weterana, bo zdarzały się chwile, gdy mecze były pewną rutyną. Teraz czuję moc.

To też ciekawe, bo przez całą karierę drugoligową grałeś w WKK, a kiedy zespół awansował do I, Ty z niego odszedłeś.

Nie ma co badać przeszłości, ale uważałem to za mądrą decyzję. Będąc wtedy w II lidze mieliśmy świetny skład. Za wiele nie grałem, parkietu prawie nie powąchałem. Awansowaliśmy, ale byłem tylko małym ogniwem, które coś od siebie dodało. Kolejny sezon, już w I lidze, byłby dla mnie jeszcze trudniejszy, bo doszliby kolejni gracze, którzy byliby wzmocnieniem i grałbym jeszcze mniej. Postanowiłem, że może warto spróbować czegoś nowego, może warto by zmienić miejsce. Padło na Kraków. Oprócz doświadczenia koszykarskiego, zdobyłem także życiowe. Dzięki temu mogę teraz spojrzeć na kilka rzeczy inaczej i myślę, że to była świetna decyzja.

Wynikająca z głodu gry?

W WKK zawsze przewijali się świetni gracze, a ja jako ten młody i nie do końca perspektywiczny byłem gdzieś tam z tyłu, z boku. To był ten moment, gdy można było zmienić miejsce, klub i swój czas gry.

Skoro dziś nie „młody perspektywiczny” to „starszy perspektywiczny”?

Może faktycznie (śmiech). Każdy ma swój zegar biologiczny i czas, gdy zaczyna się lepiej rozwijać i dbać o siebie. Myślę, że minęło kilka lat, które mi ociekły, ale teraz czas wziąć się za siebie. Zdecydowanie chcę spróbować. Nie podchodzę z myślą: „czy się uda” tylko „uda się”, bo chcę pokazać swoje wartości w I lidze.

Kiedy rozmawiałam z trenerem Niedbalskim, powiedział, że w poprzednim sezonie po kontuzji Piotrka Ścibisza w pierwszym meczu, musieli zrobić z Ciebie „fałszywą” jedynkę.

To możne dziwnie zabrzmi, ale była to najlepsza rzecz, która mnie spotkała, bo pozwoliła mi się rozwinąć. Przez to, że Piotrek nam się drugi raz rozwalił, co jest okropne, mogłem zmienić pozycję, mieć więcej minut i to było całkiem coś nowego. Zawsze byłem gościem, który ma wbiegać do kontry, ewentualnie zdobywać punkty z rzutów wolnych, a nagle stałem się tym, który gra na piłce, robi coś czego nie robił i to zaczęło w miarę wychodzić. Byłem na pozycji, gdzie w końcu nie byłem mniejszy od swoich rówieśników. Jest jeszcze wiele rzeczy, których mogę się nauczyć. Brakowało opanowania i rutyny w tym, co się robi, ale to było ciekawe doświadczenie, chciałbym je kontynuować.

Teraz Ty jesteś graczem, który musi przekazywać swoje doświadczenie młodszym. Jak się z tym czujesz?

To jest trudne. Debiutujemy w tej samej lidze, a jestem od tych chłopaków dużo starszy. Nie czuję się, bym mógł im powiedzieć coś nowego o graniu w I lidze, ponieważ w niej nie byłem. Jedyne co mogę robić to dbać o atmosferę i dzielić się wiedzą bardziej życiową. Zaczynałem tak samo – byli starsi koledzy, którzy grali na tym samym poziomie rozgrywek i potrafili mi doradzić i dać wiele cennych wskazówek. Mam wrażenie, że tak było rok temu, przez to, że grałem w II lidze, mogłem coś opowiedzieć, przekazać. Sam muszę najpierw sprawdzić, żeby przekonać się, czy faktycznie jest taka różnica.

Skoro o tym – masz jakieś obawy? I liga jest szybsza i bardziej fizyczna.

Myślę, że II liga jest jedną z bardziej brutalnych, oparta na cwaniactwie i statycznej sile. Gra się w wielu trudnych salach, z zawodnikami, którzy są potężni fizycznie. Jest góra i dół tabeli, jak w każdej lidze. Myślę, że w I kluczową rolę odegra podejmowanie decyzji i szybkość. Zaczęliśmy sezon przygotowawczy, w wakacje dbałem o siebie i widzę tendencję zwyżkową. Póki co się nie obawiam, mam nadzieję, że tak zostanie, bo chcę w pełni skupić się przez ten miesiąc i wejść w tą ligę jak najlepiej.

Czyli definitywnie zamykasz rozdział pod tytułem „II liga”.

Bardzo bym chciał. Nie ukrywam, że w pewnym momencie mnie męczyła. Nawet kilka razy chciałem rezygnować. Jak widać, czasem warto wytrwać, by mieć okazję na grę wyżej. Bardzo możliwe, że trzeba będzie dłużej powalczyć, by sprawdzić się w I lidze. Chciałbym w niej zostać. Jeżeli mam grać dalej w kosza, a trochę czas ucieka, to fajnie byłoby zostać na poziomie, który udało się osiągnąć. Ten sezon będzie dla mnie sprawdzeniem i kluczem decyzji.


WERONIKA MAREK

Powiązane artykuły