WROCŁAWSKI KLUB KOSZYKÓWKI

#

#

#

2018-08-04 16:24:25

Szymon Kiwilsza: Wiele postaw życiowych jest związanych z koszykówką

#

W sezonie 2018/2019 będzie występować w GTK Gliwice, do którego przeniósł się z AZS-u Koszalin, a wcześniej grał w I lidze w Lesznie. Przez dwa sezonu bronił także barw naszego klubu. O czasie spędzonym we Wrocławiu, nowych wyzwaniach i tym, jak pływanie ukształtowało go jako koszykarza mówi Szymon Kiwilsza.

GTK Gliwice ma za sobą pierwszy sezon w ekstraklasie podobnie jak Ty, czego może Cię to nauczyć?

Dla mnie ma być to kolejny sezon zdobywania doświadczenia, pokazywania się w jak najlepszym wymiarze, poprawiania tego, co jest słabe, doskonalenia, co dobre i ogólnie rozwijania się.

Przychodząc, a właściwie wracając, do Koszalina chciałeś zobaczyć, jak wygląda gra na tym poziomie – jak zatem wygląda?

Wcześniej grałem w I lidze w Lesznie i koszykówka pierwszoligowa na pewno była wolniejsza i bardziej fizyczna. W ekstraklasie jest szybciej i wydaje mi się, że to jest główna różnica. Więcej punktów pada z kontry, są też zawodnicy zagraniczni, głównie ze Stanów, którzy są dobrze przygotowani motorycznie i fizycznie.

Jak w takim razie wygląda rola środkowych w ekstraklasie?

To zależy od trenera (śmiech).

Sam podkreślałeś, że na przejście do Gliwic spore znaczenie miał trener tego zespołu.

Spodobała mi się wizja trenera. Mogę być istotnym elementem tej układanki i to mnie mocno skusiło.

A jak było to w przypadku trenera Tomasza Niedbalskiego?

W wielu rzeczach się go radzę, bo znamy się długo, grałem w WKK i dużo mu zawdzięczam, ale wszystkie decyzje podejmowałem sam.

Skoro o WKK – z tym klubem zdobyłeś złoto U18 i brąz U20. Jak wspominasz lata spędzone tutaj?

Przyszedłem do WKK jako nie do końca poskładany chłopak. Późno zacząłem grać w koszykówkę, bo miałem 14-15 lat, wcześniej pływałem przez 9 lat. Można powiedzieć, że byłem „łomiarzem” – gościem, który postawi zasłonę, pobije się o zbiórkę, poskacze, pobiega – ale techniki w tym za dużo nie było. Może nie jestem jakimś wybitnym graczem, ale na pewno dzięki trenerom WKK, wyglądam lepiej. Pierwsze dwa sezony, kiedy tu byłem – druga i trzecia liceum – pracowaliśmy indywidualnie z trenerem Bartezem (Bartoszem Pasternakiem – dop.) dużo na siłowni i to na pewno mocno mnie pociągnęło do góry.

Czy zatem przejście z koszykówki młodzieżowej do seniorskiej było dla Ciebie trudne?

To przejście może nie koszykarsko jest problemem, ale większość młodych ma problemy z fizycznością i przez to dużo tracą. Mnie się wydaje, że tego nie straciłem właśnie przez treningi głównie tutaj z trenerem Bartezem. Dzięki temu nie odczuwałem różnicy w fizyczności – nie odbijałem się od starszych, silniejszych graczy.

Co zadecydowało, że w tamtym sezonie wybrałeś Koszalin?

Wydawało mi się, że jest to dobre miejsce, by zacząć granie ekstraklasowe i wydaje mi się, że była to dobra decyzja jak na pierwszy sezon i że całkiem nieźle się pokazałem. Tego też spodziewałem się, wybierając Koszalin – mogę w kilku meczach pokazać, co potrafię i to może być krok do przodu.

Pamiętasz w sposób szczególny któryś z tych meczów?

W tym sezonie miałem bardzo duże dysproporcje w minutach – potrafiłem grać 30 minut, zarówno u jednego, jak i u drugiego trenera po zmianie, ale także 4. Było różnie, ale myślę, że na ogół sezon na duży plus.

Zaraz zaczyna się kolejny – jakie cele stawiasz sobie jako koszykarz i jako człowiek?

Koszykarsko – wyeliminować słabsze strony i doskonalić do perfekcji te dobre. Jako człowiek myślę, że wiele postaw życiowych jest związanych z koszykówką. Wiem, że nie byłbym na tym poziomie, na którym jestem, gdyby nie to, że rodzice postawili u mnie mocno na sport i dyscyplinę. Od pierwszej klasy podstawówki pływałem, więc wstawało się codziennie przed godziną 6, o 7 szło się zaspanym na basen i myślę, że to wiele cech wolicjonalnych i charakteru wykształtowało. Cele to trzymanie dyscyplin.

Jak pływanie wpłynęło na Twój rozwój koszykarski?

Pływanie jest trudne mentalnie, bo to sport indywidualny – zupełnie inaczej niż w koszykówce. Nie ocenia się, w której dyscyplinie jest trudniej, ale moim zdaniem trening pływacki jest bardzo mocny. Pływacy, którzy trenują na wysokim poziomie są na basenie od 5, trzeba wstawać przed 4. To wymaga wiele poświęcenia i jest to przede wszystkim walka z samym sobą. Kiedy mieliśmy na jednym treningu przepłynąć od ściany do ściany 6 kilometrów to widzi się tylko ściany i nie jest to proste. Trzeba mieć do tego dużo charakteru.

Powiązane artykuły