WROCŁAWSKI KLUB KOSZYKÓWKI

#

#

#

#

2018-11-25 15:38:03

Nie ma to jak w domu

#

Wygrywamy z Rawlplugiem Sokół Łańcut 93:90 i odnotowujemy szóste zwycięstwo u siebie, a ósme w sezonie. Podtrzymujemy stwierdzenie – twierdza Wrocław.

W I lidze pozostały trzy drużyny, które do tej pory nie oddały swojego terenu – FutureNet Śląsk Wrocław, Jamalex Polonia 1912 Leszno i my. Z pewnością przyjeżdżające do WKK Sport Center drużyny wiedzą, że tutaj nie gra się łatwo. W sobotę podejmowaliśmy zespół z Łańcuta. Te dwie drużyny łączy przede wszystkim sponsor – firma Rawlplug. Wspólny był także fakt, że żadna nie przegrała jeszcze dwóch spotkań z rzędu. Sokół przyjechał podrażniony po pierwszej porażce w sezonie (w dodatku u siebie), my po trzeciej w tegorocznych rozgrywkach, tym razem w Lesznie. Po każdym nieudanym meczu, w kolejnym graliśmy jak nowo narodzeni. W starciu z Polonią było kilka mankamentów – zbyt mało agresji na deskach, szarpana gra i, co gorsza, brak pomysłu na nią. - W Lesznie chyba zabrakło pewności, którą mamy u siebie na parkiecie. Gramy jakby spokojniej, jest większa konsekwencja w ataku, dzielenie się piłką, czego brakuje nam na wyjazdach – mówi Bartosz Ciechociński. - Łańcut to bardzo doświadczony zespół, który gra ze sobą długo w podobnym składzie – trzon zespołu jest utrzymywany przez kilka lat. Znają się i dobrze wiedzą jakie są ich mocne i słabe strony. Jest to po prostu bardzo dobra drużyna i nie brakuje im kilku wybitnych indywidualności

Wiedzieliśmy, że w meczu z podopiecznymi Dariusza Kaszowskiego, nie wystąpi Jakub Patoka, który podczas czwartkowego treningu doznał drobnego urazu. Brak naszego podstawowego zawodnika z pozoru mógł okazać się dużym problemem, zwłaszcza w starciu z taką drużyną jak Rawlplug Sokół Łańcut, ale koledzy dali sobie radę. 58% z gry, 48% za trzy, 78,3% w „pomalowanym”, double-double Bartosza Ciechocińskiego (13 p., 10 zb), debiut Tomasza Madejskiego. Mimo 20 start (rywale popełnili 14), mniejszej liczbie asyst (22-27) i przechwytów (5-15) to była wygrana w dobrym stylu. - Klucze do zwycięstwa były takie jak zawsze, czyli bardzo szybka, agresywna gra w ataku i twarda obrona – ocenia nasz skrzydłowy.

Spotkanie rozpoczęliśmy w składzie Jędrzejewski, Koelner, Rutkowski, Ciechociński, Malona. Pierwsze punkty zdobył dla nas właśnie Melon. Drużyny szły akcja za akcję, kiedy pierwsze działo odpalił Jakub Koelner, trafiając zza łuku (11:6). Po drugiej stronie straszyli Kamil Zywert i Maciej Klima. Dobrą energię z ławki dał nam Damian Pieloch, który w sumie zdobył 15 punktów (46,2% z gry, 50% za trzy), miał 4 zbiórki, 3 asysty i 2 przechwyty. Odważnie i agresywnie grał od początku Bartosz Ciechociński. Stalowe nerwy w końcówce pierwszej odsłony tego spotkania mieli Kamil Fiedukiewicz i wspomniany już Pieloch, którzy dołożyli na jej koniec dwie trójki (29:20). W kolejnej nie zwalnialiśmy tempa, mimo że rywale potrafili zdobyć 7 punktów z rzędu. Dobrą zmianę dał Michał Kroczak, który pokazał, że z wypracowanej pozycji umie trafiać i tak ku uciesze kolegów i kibiców, zapisał trzy punkty na koncie. Po stronie gości była to dobra kwarta m.in. w wykonaniu Bartłomieja Karolaka, który z Bartoszem Ciechocińskim zna się chociażby z występów w barwach NOVUM Lublin.

Na przerwę zeszliśmy, prowadząc 51:44. Trzecie kwarty w naszym wykonaniu w tym sezonie są różne, w większości udane, co niekiedy nie przekładało się na te decydujące, bo momentami trudno było wytrzymać nacisk rywali, jak chociażby przed tygodniem w Lesznie. Trzy trójki z rzędu (w tym dwie Dawida Zaguły) rywali sprawiły, że zmniejszyli stratę do rezultatu 88:91 na 10 sekund przed końcem. Zostawianie dobrych pozycji do rzutu rywalom, wynikające z naszego rozproszenia to lekcja na przyszłość, by nie odpuszczać w defensywie do końca. - Mieliśmy dużą przewagę. Trudno się gra, gdy drużynie przeciwnej nagle wpadną trzy rzuty. W czwartej kwarcie wpadły dwie trójki i goście poczuli, że mogą nas dojść. Czekaliśmy na przełamanie, bodajże Fieduk, a potem Rutek trafili wtedy za trzy, czym podcięliśmy ich skrzydła. Jest jeszcze trochę nerwówki w końcówce, jesteśmy młodym zespołem, także myślę, że to zaważyło o takim zakończeniu.

W naszym zespole najskuteczniejsi byli Michał Jędrzejewski (18 p., 4a), Jakub Koelner (16 p., 7 zb, 5a), Damian Pieloch (15 p., 4zb, 3a), Bartosz Ciechociński (13 p., 10 zb, 2a), Dominik Rutkowski (11 p., 4 zb, 6a). Podkreślmy także chociażby dobry występ Kamila Fiedukiewicza. - Kiedyś trzeba było się ogarnąć (śmiech). Powiedzmy, że był to dobry mecz w moim wykonaniu i tak właśnie powinienem grać. Codziennie pracuje nad swoja forma fizyczną i koszykarska ale chyba przede wszystkim mentalna, liczę na to, ze będę mógł regularnie pomagać drużynie, bo wiem że stać mnie na to – przyznaje Ciechu. Po drugiej stronie przeciwnicy statystycznie wyglądali następująco: Maciej Klima (19 p., 6 zb, 2 a), Filip Małgorzaciak (18 p., 8 zb, 1 a), Rafał Kulikowski (13 p., 7 zb, 2a), Dawid Zaguła (11p., 1 zb, 5 a), Kamil Zywert z doule-double (11 p., 13a).

Mamy bilans 8-3, z czego 6-0 u siebie. Na wyjazdach – 2-3, ale w najbliższą sobotę (01.12) o godzinie 17:30 w Kutnie będzie okazja do poprawy. Nasz najbliższy rywal przegrał w tej kolejce w Bydgoszczy 69:88 i nie ukrywamy – i my będziemy chcieli popsuć im nastroje. - Na pewno trzeba ograniczyć straty, ale i mieć chłodną głowę. Z drugiej strony taki jest nasz styl – szalony. W kluczowych momentach, przy wyrównanej końcówce, potrzeba nam trochę spokoju, ale myślę, że to przyjdzie z czasem – mówi nasz skrzydłowy.


WKK WROCŁAW – RAWLPLUG SOKÓŁ ŁANCUT 93:90 (29:20, 22:24, 22:19, 20:27)

WKK: Jędrzejewski 18, Koelner 16, Pieloch 15, Ciechociński 13, Rutkowski 11, Fiedukowicz 9, Malona 8, Kroczak 3, Madejski 0

Sokół: Klima 19, Małgorzaciak 18, Kulikowski 13, Zaguła 11, Zywert 11, Sewioł 9, Karolak 7, Fiszer 2


Weronika Marek

Powiązane artykuły