WROCŁAWSKI KLUB KOSZYKÓWKI

#

#

#

2018-05-16 22:29:08

Finały mistrzostw Polski U18

#

DZIEŃ 4

Do awansu do półfinału zabrakło 7 punktów. Nie co rozpamiętywać, tylko trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość. Pokonaliśmy w tym turnieju bardzo mocne zespoły - Trefl Sopot i King BC Szczecin. Przegraliśmy drugą połowę z Biofarmem Basketem Junior Poznań i czegoś zabrakło także w meczu o 5 miejsce z Exact Systems Śląskiem Wrocław.

Wrocławskie derby w Przemyślu były jednym spotkaniem, które słabo rozpoczęliśmy. Poprzednie mecze rozpoczynaliśmy z wysokiego C, a teraz mieliśmy blokadę (choć ofensywnie oba zespoły nie mogły się przełamać, a pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 11:10 dla Śląska). Kontuzji doznał także Mateusz Bielecki. W drugiej sporo faulowaliśmy, a rywale – na naszą niekorzyść – trafiali za jeden punkty (w sumie oddali 25 z 34 celnych rzutów, co daje 73% skuteczności, my zaś na linii rzutów wolnych stanęliśmy tylko 19 razy i trafiliśmy 12 – 63% skuteczności). Dobra praca w defensywie i pod koszem m.in. Łukasza Piotrowskiego, pozwoliły nam wyjść w tym meczu na czteropunktowe prowadzenie (24:20). Końcówka pierwszej połowy zupełnie nam nie wyszła – najpierw faul osobisty, a później techniczny Mateusza Trębowicza i Śląsk na kilka sekund przed końcem miał serię 5-0 (27:32). W drugiej połowie ciężar gry w naszej drużynie wziął na siebie kapitan – Tomasz Madejski, który wyszedł z ławki, ale dał 21 punktów (70% skuteczności z gry, 60% za trzy, 80% za jeden, do tego miał 5 zbiórek, 3 asysty, 3 przechwyty i jeden blok!). Z dystansu rywali postraszył także Michał Kroczak. Przed decydującą kwartą przegrywaliśmy tylko trzema punktami. Teoretycznie czwarta kwarta nie musiała być tą ostatnią. Praca Michała Sitnika, czy wspomnianych już Madejskiego i Piotrowskiego oraz dwa ważne bloki Aleksandra Lentki pozwoliły nam doprowadzić do remisu po 70. Śląsk jednak szybko rozegrał akcje – najpierw z pół, a później z dystansu i akcja 2+1 Mateusza Trębowicza, a później celny lay-up doprowadziły do wyniku 75:75. Dwa punkty dla Śląska na wagę 5 miejsca na koniec turnieju zdobył Mateusz Czempiel.

Można mówić, że derby rządzą się swoimi prawami, ale nie zmienia to faktu, że nie zakończyliśmy naszej rywalizacji zwycięstwem. W końcu ławka dała nam 42 punkty, mieliśmy 45% z gry, 9 przechwytów (Śląsk 6), 5 bloków (Śląsk 3). Mieliśmy swoje szanse całym turnieju, pokazywaliśmy rywalom, że nie należy nas lekceważyć. Do ostatecznego sukcesu wydaje się, że zabrakło… chłodnej głowy. Mistrzem Polski Juniorów został Hensfort Przemyśl (gospodarz turnieju finałowego), którego prawie pozbawilibyśmy pierwszego miejsca po półfinałach w Poznaniu. Zaznaczmy też, że nasi zawodnicy, którzy ostatecznie zajęli 6 miejsce w Polsce – Mateusz Bielecki, Marcin Brysz, Szymon Eitelthaler, Aleksander Lentka, Aleksander Łańcucki, Tomasz Madejski i Bartosz Nowacki – to chłopcy z rocznika 2001, którzy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

Dziękujemy naszej drużynie na szóstkę za wszystkie emocje, których nam dostarczyła. Mogło być lepiej, ale cieszmy się z tego, co jest, bo to naprawdę duży sukces tego zespołu! Dziękujemy także naszym Kibicom, którzy wspierali nas przez cały ten czas. Razem rośniemy w siłę!

WKK WROCŁAW – EXACT SYSTEMS ŚLĄSK WROCŁAW 75:77 (10:11, 17:21, 29:27, 19:18)

WKK: Madejski 21, Piotrowski 17, Sitnik 10, Kroczak 8, Lentka 6, Stachowicz 2, Eitelthaler 2, Łańcucki 0, Brysz 0, Bielecki 0

ŚLĄSK: Marchewka 16, Żmijak 14, Mitman 14, Czempiel 10, Główka 8, Kozłowski 6, Siembiga 3, Kuczyc 2


DZIEŃ 3

Słodko-gorzki dzień dla nas, dziś nie możemy sobie zarzucić wiele – spełniliśmy swój obowiązek – wygraliśmy z Kingiem BC Szczecin. To spotkanie podobnie jak wczorajsze z Biofarmem Basketem Junior Poznań zaczęliśmy bardzo dobrze – agresywnie w ataku. Prawdziwe show zrobił Szymon Eitelthaler swoimi trójkami (w całym spotkaniu w rzutach zza łuku miał 62,5% skuteczności!). W defensywie świetnie pracował Łukasz Piotrowski (na swoim koncie zanotował 12 zbiórek), który w tym meczu wyszedł w pierwszej piątce. Nasza drużyna także umiejętnie wymuszała faule, a w dodatku świetnie spisaliśmy się przy wykonywaniu rzutów osobistych (87,5%) – przy okazji zaznaczmy, że Tomasz Madejski trafił 12/12 (100% skuteczności w tym elemencie). Im dalej w mecz, tym bardziej zaczęło martwić to, że nasi zmiennicy byli skutecznie powstrzymywani przez graczy ze Szczecina (im ławka dała 21 punktów, nam – 10). Z 21-punktowego prowadzenia, które mieliśmy po pierwszej kwarcie, nagle zrobiło się 3 punkty różnicy, gdyż to rywale zaczęli częściej stawać na linii rzutów wolnych (mieli 76,3% skuteczności w sumie). Z trudem przychodziło nam zatrzymywanie Wiktora Rajewicza, ale ostatecznie na koniec pierwszej połowy celnie z półdystansu rzucił Tomasz Madejski i zeszliśmy do szatni przy wyniku 48:41 dla nas.

Goście nie odpuszczali i bardzo wysoko wychodzili w obronie. My zaś mieliśmy przestój, podczas którego zupełnie zaniedbywaliśmy defensywę, dając rywalom czyste pozycje rzutowe. Na początku czwartej kwarty szczecinianie wyszli na prowadzenie 73:72 (jedyne w tym meczu) po serii 10-0 i dobrze, że my ostudziliśmy głowy, bo mogłoby być bardzo groźnie. Agresywnie pod koszem grał Michał Kroczak, a dwukrotnie celnie zza łuku rzucił Madejski. Końcówka była nerwowa, zwłaszcza, gdy na niecałe 4 minuty przed końcem mieliśmy przewagę ośmiopunktową, a rywale nie odpuszczali. My jednak także tego nie zrobiliśmy i ostatecznie wygraliśmy 91:84.

Obie drużyny popełniły sporo strat – my 20, goście 19, mieliśmy za to więcej przechwytów (15-9), ale jeśli chodzi o punkty w pomalowanym (68,2% naszej skuteczności i 62,5% rywali), z szybkiego ataku (12-18) czy ze strat (13-14), było bardzo podobnie. Sami sobie komplikowaliśmy ten mecz. Na szczęście go wygraliśmy, ale by awansować do półfinału nie wszystko, niestety, zależało od nas. Czekaliśmy na wynik meczu Biofarmu Basketu Poznań z Treflem Sopot (z którym – nota bene) wygraliśmy pierwszego dnia. Jeśli poznaniacy wygraliby bądź przegrali 3 punktami, gralibyśmy dalej. Tak wciąż gramy (Trefl wygrał 76:66), ale o 5. Miejsce i to w dodatku ze Śląskiem Wrocław. Jutro czekają nas więc derby. Początek spotkania o 12:15.

WKK WROCŁAW – KING BC SZCZECIN 91:84 (30:19, 18:22, 24:28, 19:15)

WKK: Madejski 26, Eitelthaler 19, Kroczak 17, Lentka 12, Trębowicz 8, Piotrowski 7, Bielecki 2, Brysz 0, Sitnik 0

SZCZECIN: Rajewicz 26, Wiliński 16, Atanowicz 15, Grządzielski 8, Śmiechowski 6, Szyliński 4, Kaszperskij 0, Rosiński 0


DZIEŃ 2

A drugiego dnia tak kolorowo jak pierwszego nie było, choć pierwsza kwarta w naszym wykonaniu naprawdę była świetna – to trzeba przyznać. Postawiliśmy na defensywę i to się opłaciło, bo zmusiliśmy naszych rywali do błędów, które zamienialiśmy na punkty (10:4). 11 punktów zdobył dla nas Michał Sitnik, 9 Mateusz Trębowicz, a swoje dokładali też Michał Kroczak, Łukasz Piotrowski, Maciej Stachowicz i Marcin Brysz. W sumie w tej kwarcie zdobyliśmy 34 punkty, ale w drugiej poznaniacy zaczęli wracać do gry – zaczęli trafiać z dystansu i wymuszać faule, które przekładały się później na celne rzuty wolne (w tym elemencie mieli ostatecznie 76% skuteczności, my zaś – 80%). Na przerwę zeszliśmy z jednopunktowym prowadzeniem (54:53). W sumie w drugiej połowie zdobyliśmy zaledwie 28 punktów (w samej pierwszej kwarcie mieliśmy więcej), co tylko potwierdza naszą niemoc w ofensywie w tym meczu. Gracze Biofarmu naciskali nas bardzo mocno, ale to wcale nie znaczy, że nie mieliśmy swoich szans. Mieliśmy nawet okazję zdobyć w ostatniej odsłonie tego spotkania 6 punktów z rzędu, ale… zabrakło skuteczności, która jutro – musi być obecna.

Co dziwne, ławka dała poznaniakom zaledwie 8 punktów (nam 21), ale cóż się dziwić, skoro Aleksander Lewandowski zdołał rzucić 42 punkty? Zbieraliśmy jak mało kiedy, a raczej… nie zbieraliśmy (tylko29 zbiórek przy 42! rywali to wynik zdecydowanie poniżej naszych możliwości). W dodatku 16% skuteczności za trzy – w całej drugiej połowie tylko raz celnie trafiliśmy zza łuku (trójka Mateusza Trębowicza na początku trzeciej kwarty). Jest wiele do poprawy, ale to tylko daje nam motywację, by w jutrzejszym meczu z Kingiem BC Szczecin zaprezentować się znacznie lepiej. Przemyśleliśmy sprawę, wiemy, jak musimy powalczyć – zostaje tylko zaprezentować to na boisku. Mecz rozpocznie się o godzinie 12.

WKK WROCŁAW – BIOFARM BASKET JUNIOR POZNAŃ 82:101 (34:24, 20:29, 14:25, 14:23)

WKK: Sitnik 21, Trębowicz 20, Kroczak 18, Lentka 10, Piotrowski 5, Brysz 2, Eitelthaler 2, Bielecki 2, Stachowicz 2

POZNAŃ:Lewandowski 42, Tomaszewski 15, Woroniecki 14, Adamczak 11, Krajewski 11, Munyama 5, Zając 3


DZIEŃ 1

Zacząć agresywnie i odważnie. To nam się udało, bo na początku kwarty trójkę trafił Mateusz Trębowicz (w sumie w tym meczu zza Łuka trafił 5 razy, najwięcej z naszych zawodników). Oba zespoły grały akcja za akcję, ale ostatecznie to nasi rywale wygrali tę kwartę 23:19. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Nam nie było zwłaszcza w drugiej kwarcie. Udawało nam się odcinać zawodników z Sopotu pod koszem, ale za to… oni trafiali z dystansu. -Mieliśmy pewne założenia przed meczem, które chcieliśmy wykonać, jednak pod napływem emocji oraz świadomości, że zaczynają się finały trochę o nich zapomnieliśmy – mówi Michał Sitnik. - Odpuściliśmy sobie w obronie, odchodziliśmy od nich zbyt daleko, co poskutkowało tym, że rzucali trójki. Jeśli nie udało im się trafić, zbierali i można powiedzieć to spowodowało, że po pierwszej połowie zeszliśmy z takim, a nie innym wynikiem. Na przerwę zeszliśmy, przegrywając 32:41 – co gorsza – na własne życzenie. Gracze Trefla zaczęli także wychodzić wyżej w defensywie, przez co nasze rzuty były nieskuteczne. Do tego straty – w całym spotkaniu popełniliśmy ich 18, choć nasi przeciwnicy – 21. - Wszyscy wiedzieli, że Sopot jest zespołem bardzo fizycznym – zawodnicy są niesamowicie wysocy, mobilni. Kluczem było zastawienie, deska, zbieranie każdej piłki. Fakt, są bardzo wysocy, ale my jesteśmy zespołem wyszkolonym technicznie i szybszym. Od początku sezonu bardzo pracujemy nad zgraniem i tym się wyróżniamy – przyznaje Maciej Stachowicz.

Po przerwie zapracowaliśmy na to, by nie tylko odrobić straty, ale wyjść na prowadzenie. - Po pierwszej połowie zdaliśmy sobie sprawę, że sprytem, szybkością i dzieleniem się piłką możemy wiele zdziałać. Zaczęliśmy wykorzystywać to, że oni mieli 5 fauli na swoim koncie, a myśli oddawali rzuty wolne – mówi Michał Sitnik. -W szatni dostaliśmy kolejne założenia i to była świadomość – pierwszy mecz jest bardzo ważny. Lepiej zejść z boiska z wygraną na otwarcie turnieju, aniżeli potem bojował się z silniejszymi zespołami, jak chociażby Biofarm. Graliśmy po to, żeby wygrać. Koszykarze Trefla Sopot nie odpuszczali. W dodatku Błażej Kulikowski i Sebastian Walda trafili dwie trójki z rzędu (55:48) na minutę przed końcem trzeciej kwarty. Zza łuku celnie rzucił Aleksander Lentka i przed decydującą odsłoną meczu przegrywaliśmy tylko czteroma punktami. Poprawa defensywy okazała się kluczowa, a o nią w naszym zespole dba trener Sebastian Potoczny. - Trener Potoczny jest wybitnym trenerem defensywnym – zawsze daje wskazówki, co do ustawienia w danym momencie. Dobrze przepracowaliśmy z nim czas na treningach, jeśli chodzi o małe elementy. Chodziło też o technikę w ataku - każdy z nas trenuje nad panowaniem nad piłkę, dryblingiem, podaniami i to ma duże znaczenie – przyznaje Maciej Stachowicz. W czwartej kwarcie pozwoliliśmy zdobyć rywalom tylko 11 (!) punktów, sami zaś zanotowaliśmy 26. Poprawiliśmy także skuteczność w rzutach wolnych, z którą w tym meczu – powiedzmy sobie szczerze – było różnie, ale ostatecznie mieliśmy w tym elemencie 57% skuteczności (goście – 47%). Dobrze zaprezentowali się m.in. Mateusz Trębowicz, który nie wahał się rzucać, gdy tylko był na wolnej pozycji czy Tomasz Madejski. Nie zapominajmy o naszych zmiennikach (w sumie ławka dała nam 26 punktów) – Michale Kroczaku (22 punkty) i Łukaszu Piotrowskim (świetna praca w defensywie; 9 zbiórek). - Staraliśmy się jak najlepiej ich bronić – wiele osób nam mówiło, że wygraliśmy ten mecz defensywą. Oni się przez to zmęczyli. Zaczęliśmy ich naciskać, przez co się pogubili. W pewnym momencie odskoczyliśmy im i wygraliśmy w ostatniej kwarcie 26:11, co było punktem kulminacyjnym – komentuje Michał Sitnik, który w tym meczu zdobył 7 punktów, miał 11 zbiórek (najwięcej z naszej drużyny) i 4 asysty.

Niezwykle cieszy wygrana, fakt, że trafiliśmy 11 razy zza łuku, mieliśmy 45 zbiórek, z każdą minutą czuliśmy się pewniej, ale przed nami bardzo trudne zadanie. Biofarm Basket Poznań rozbił King BC Szczecin 93:57, ale przypomnijmy nasze spotkanie półfinałowe z Hensfortem Przemyśl. Nie byliśmy stawiani w roli faworyta, a postraszyliśmy gospodarza turnieju finałowego i innym zespołom mogła zapalić się lampka, że WKK Wrocław faktycznie każdym meczem rośnie w siłę. Na co więc musimy uważać? - Biofarm w pewnym momencie zaczyna atakować na całym boisku. Zawodnicy zaczynają panikować, dzisiaj gracze ze Szczecina zaczęli popełniać naprawdę głupie straty. Kluczem będzie więc ograniczenie ilości strat i zachowanie spokoju – ocenia Maciej Stachowicz. Michał Sitnik dodaje: - Szczecinowi strasznie trudno było się przedostać w pole trzech sekund i musieli oddawać jakieś dzikie rzuty. Biofarm ma indywidualności. Zacieramy więc ręce na jutrzejszy mecz. Gramy o 16:45!


TREFL SOPOT SA – WKK WROCŁAW 66:77 (23:19, 18:13, 14:19, 11:26)

WKK: Trębowicz 24, Kroczak 22, Lentka 13, Madejski 7, Sitnik 7, Piotrowski 4, Brysz 0, Stachowicz0, Eitelthaler 0, Bielecki 0

SOPOT: Walda 24, Dider-Urbaniak 10, Pułkotycki 6, Groth 6, Kulikowski 5, Zozuń 5, Zapała 4, Kowalski 4, Klawa 2, Życzkowski 0, Olender 0

Powiązane artykuły